U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

70% – 30% – czy ćwiczenia bez diety mają sens?

Dzisiaj postanowiłam poruszyć często pojawiający się na grupach fit temat. Mianowicie czy same ćwiczenia z popularnymi trenerkami fitness/spacery/rower/rolki przynoszą efekty? Czy można „olać” zdrowe odżywianie i sam skalpel sprawi, że będziemy miały sześciopak jak Chodakowska? A może lepiej pójść na siłownię, żeby spalić tego podwójnego zingera, którego spałaszowaliśmy w KFC? Ćwiczenia a dieta – jak się mają do siebie?

 

Żyjemy w takich czasach, że wszystko chcemy zrobić jak najszybciej. Jak najszybciej schudnąć, wyrzeźbić się, zjeść i ogólnie przeżyć życie, byle tylko mieć spokój. Więc, żeby nie marnować waszego czasu, odpowiem najprościej i najszybciej jak się da: każda aktywność fizyczna daje efekty, ale powtarzana konsekwentnie, jednak niestety, ale bez odpowiedniego odżywiania te efekty będą naprawdę znikome lub nawet zerowe. Zakładając, że spalamy dziennie z ćwiczeniami 2500 kcal, to jedząc dziennie 4000 kcal nie schudniemy. Możemy wyrobić sobie mięśnie na brzuszku, ale po co, skoro i tak nie będzie ich widać pod warstwą tłuszczyku? To się po prostu nie opłaca i szkoda na to nie tylko naszego zdrowia, ale też czasu.

Ćwiczenia bez diety to jak seks bez kobiety!

Na pewno słyszałaś stwierdzenie, że dieta to 70% sukcesu, a 30% to ćwiczenia. Jeżeli chodzi o odchudzanie to całkowicie się z tym zgadzam. Jeżeli zaś chodzi o ujędrnianie ciała, poprawienie kondycji czy rzeźbę, to niestety, ale tak lekko nie ma. Trzeba zupełnie inaczej to rozłożyć, ale ani ja nie jestem kulturystą, ani nie masuję, ani się nie rzeźbię na razie, więc pojęcie mam zerowe. Wiadomo jednak, że na samym zdrowym odżywianiu bicepsów nie zbudujesz ;) Przy rzeźbieniu wydaje mi się, że te proporcje są zupełnie inne i zarówno ćwiczenia, jak i dieta, mają ogromne znaczenie. Dlatego zostawię ten temat na inny post i skupię się wyłącznie na redukcji, czyli odchudzaniu.

Istnieje coś takiego jak skinny fat. Oznacza to, że dana osoba ma prawidłowe lub niższe niż normalnie BMI, jednak nie wygląda dobrze. Skinny fat mają to do siebie, że można u nich spotkać zwiotczałe mięśnie, zwisającą skórę, cellulit, rozstępy i generalnie wszystko to, co można zaobserwować u osoby otyłej, mimo że w teorii jest szczupła. Jak więc uniknąć tego efektu podczas odchudzania? Bo przecież nie chcemy być po prostu chude, a mieć ładne, jędrne ciało. Tutaj właśnie wchodzą ćwiczenia. Jeżeli chcesz mieć ładne, jędrne ciało, to 30/40% ćwiczeń wystarczy (tak 3 razy w tygodniu, bez przesady z ćwiczeniem 6 razy na 7 dni!), jednak wciąż najważniejszą rolę odgrywa prawidłowe żywienie. Wiecie, nawet masy nie buduje się na burgerach z Maca ;) Posiłki muszą być wartościowe! Chodzi mi o to, że można schudnąć na samej diecie, ale żeby mieć piękne, jędrne ciało musimy już się ruszać. No i wiesz… Schudniemy szybciej, jeżeli dorzucimy ćwiczenia ;) Łatwiej też wymodelujemy sylwetkę i później będzie nam dużo łatwiej ćwiczyć regularnie, żeby zacząć w innym stopniu kształtować nasze ciało. Wbrew pozorom odwieczna walka pod tytułem „ćwiczenia a dieta – co lepsze?” wygrywa dieta. Na samej diecie schudniesz, ale możesz wpaść w skinny fat, o którym pisałam wyżej. Jak dla mnie najlepszym wyborem będzie połączenie tego – tak, żeby dać z siebie 100%.

ćwiczenia a dieta

Warto więc się do tych ćwiczeń przyłożyć. Tak porządnie – nie mówię jednak, że musicie trenować 6 razy w tygodniu. Jeżeli po prostu chcecie zdrowo wyglądać, te 3 treningi wystarczą. Oprócz tego dorzuć inną, lżejszą aktywność, taką jak na przykład spacery. Może pomóc w tym pokemon go czy ingress. Możesz również wracać z pracy piechotą kilka przystanków lub po prostu po pracy pójść na krótki spacer. Jest to zalecane zwłaszcza wtedy, gdy masz siedzącą pracę, jak ja. Ja kupiłam sobie Polar A300 po to, żeby mierzył, ile kroków dziennie robię i czy udaje mi się wyrabiać 100% normy. Nie zawsze to wychodzi, czasem ciężko mi dobić do tych 100% z samym treningiem. Masakra, prawda? Mimo że uważałam się za osobę aktywną, okazuje się, że tak to końca to aktywna nie jestem, zwłaszcza jesienią/zimą. Polar pomógł mi kontrolować moją aktywność, ale można zawsze zainstalować np. endomondo czy google fit, chociaż nic nie jest w 100% dokładne.

Każda, absolutnie każda aktywność pomoże Ci w osiągnięciu efektów. Obojętnie czy to jest spacer, rolki, wrotki, rower, stawanie na głowie czy taniec. Musisz się ruszać! Aktywność fizyczna przyśpiesza nasz metabolizm i daje ciału bodźca do lepszego funkcjonowania. Jednak aby ten metabolizm poprawnie funkcjonował, musisz dostarczyć ciału odpowiedniego paliwa w postaci dobrej jakości pożywienia. Ćwiczenia przy redukcji pomagają, ale nigdy nie odwalą za nas całej roboty, obojętnie ile będziemy siedzieć na siłowni. Zapadł mi w pamięć ten obrazek:

Źródło: http://miracle-waist-shapers.tumblr.com/post/116333426860/you-can-exercise-all-you-want-but-if-youre

Nigdy nie osiągniemy idealnego efektu, jeżeli będziemy w siebie wrzucać byle co. Taka jest prawda i tu nie chodzi o tymczasową dietę, a o spożywanie dobrej jakości pokarmów, bogatych w składniki, które pomogą naszemu organizmowi poprawnie funkcjonować. Jeżeli więc następnym razem ktoś zapyta, czy ćwiczenia coś dają, pokaż mu ten obrazek i wyjaśnij, że auto na kiepskiej jakości paliwie pojedzie, ale do pewnego momentu – potem po prostu się zepsuje. Dokładnie tak jest z naszym ciałem :)

Pamiętaj: jeżeli się odchudzasz, to po prostu zacznij jeść zdrowo. Pozwalaj sobie na małe grzeszki, ale rób to z głową. Jedz według zasady „na co dzień zdrowo, raz na jakiś czas coś niezdrowego, żeby nie oszaleć” i dorzuć ćwiczenia – szybkie efekty murowane (0,5-1 kg na tydzień to szybkie efekty, uwierz!). Jednak jedząc codziennie w Maku dwie porcje frytek plus cztery cheesburgery i kola, to nawet siedząc codziennie na siłowni po 2 godziny cały twój wysiłek pozostanie niezauważony.