U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

To ty jesz ziemniaki na diecie?!

Oj, nawet nie wiecie, ile razy słyszałam ten tekst. I czytałam. Na fit grupach na Facebooku non stop pojawiają się pytania co można/czego nie wolno/dlaczego nie można na redukcji… Szlag człowieka trafia czasami, naprawdę. Ja rozumiem, że ktoś dopiero zaczął interesować się zdrowym odżywianiem i wiem, że nie ma głupich pytań i każdy kiedyś zaczynał, ale jeżeli widzę pytania w stylu „jak zważyć liść sałaty, żeby dodać go do Fitatu?”, to załamuję ręce. Naprawdę – widziałam takie pytanie. Niekoniecznie w tej formie, ale taki był wydźwięk postu. Nic jednak nie przebije najsłynniejszego „To ty jesz ziemniaki na diecie?!”. Koniecznie z oburzeniem w głosie.

Tak, jem. Naprawdę nie wiem, skąd wzięło się przekonanie, że ziemniaki tuczą. Tuczą… Kurka wodna no. Tak naprawdę wszystko może nas utuczyć, jeżeli będziemy wpierdzielać dany produkt bez opamiętania. Na mięsku też przytyjemy, a nawet – o zgrozo! – na owocach! Jeżeli będziemy codziennie wieczorem wsuwać 20 jabłek dodatkowo, to nie ma bata, żebyśmy nie przytyli. I co z tego, że są zdrowe, skoro to nadal jest cukier? I przede wszystkim spora nadwyżka kaloryczna. Musimy sobie coś wyjaśnić: 100 czy 200 kalorii więcej nas nie utuczy, ale duża ilość owoców to nawet 1000 kcal więcej od naszego codziennego zapotrzebowania. Jeżeli się nie opamiętamy, to przytyjemy, mimo że „jemy zdrowo”. Dlatego tak często powtarzam, że ważny jest umiar w tym, co i jak jemy.

Wracając do tych nieszczęsnych ziemniaków. Tak, jem pyry. Po pierwsze dlatego, że nie jestem na „diecie”, a po prostu staram się jeść zdrowo. Ogólnie to przez pojęcie dieta mam na myśli nasze ogólne odżywianie, jednak z doświadczenia wiem, że nie każdy tak to postrzega. Staram się więc to tłumaczyć na tyle często, ile mogę. Pyry to świetne źródło węglowodanów, zwłaszcza pyrki młode, które mają niski indeks glikemiczny (o tym kiedy indziej, bo o IG można by książki pisać). Poza tym ziemniaki są smaczne i sycą na długo. Skąd więc wzięło się przekonanie, że one tuczą? Najprawdopodobniej przez sosy, które dodajemy do wszystkiego. Pamiętam jak dziś wszystkie wycieczki, obozy, kolonie i przedszkole, w których polewali schab podejrzanym ciemnym sosem, a ziemniaki traktowali dodatkową łyżką tego cudu, najpewniej z proszku. Idźcie do sklepu, weźcie do ręki torebkę z ciemnym sosem do mięs czy cokolwiek w tym stylu i popatrzcie na skład. I kalorie. A teraz pomyślcie sobie, że kiedyś robiono tyle sosu, że na porcję mięsa i ziemniaków szły dwie takie torebki! Masakra, prawda? Codzienna dawka zbędnych, niekoniecznie zdrowych kalorii i chemii. Oczywiście nie twierdzę, że tak było wszędzie – aczkolwiek nadal nie uważam za niezbędne maczanie pyrek w tłustym mięsnym sosie. Kiedy byłam w przedszkolu to nawet chyba nie było takiego wynalazku jak proszkowane sosy, ale za to uwielbiało się dodawać tłustą śmietanę do wszystkiego. Sosów też. Ble. Dziękuję mojej mamie, że w domu nawet do zupy nie dodawała śmietany (serio, jak można jeść pomidorową ze śmietaną? Myślałam, że bezśmietanowa zupa jest popularna, a tutaj zdziwienie – prawie każdy, kogo znam, zagęszcza zupę śmietaną :D).

ziemniaki na diecie

Ziemniaków za dzieciaka nie jadłam za dużo, bo mi nie smakowały. Jadłam według starego przykazania „zjedz mięsko, a ziemniaczki zostaw na talerzu”. Kiedy jeszcze odwiedzałam moją kuzynkę, ona wyjadała ziemniaki, a ja jej mięso ;) Podobnie było z pizzą. Ona uwielbiała brzegi, ja środek :) Jednak już kilka lat temu zauważyłam, że ziemniaki bez tych wstrętnych uzupełniaczy smakują po prostu dobrze. Wystarczy je ugotować, dodać odrobinę soli i rozgnieść jeżeli się chce. Można dodać koperku, czemu nie. Żadnych dodatków, żadnego masełka a już na pewno nie wysypujmy na Bogu ducha winne pyry pół solniczki! Sól ma być dodatkiem, a nie motywem przewodnim.

W prawie każdym przepisie na sos pieczeniowy widziałam śmietanę i mąkę pszenną. A teraz wyobraźcie sobie, że jak w prawdziwym polskim domu, jecie schabowego/mielonego z ziemniakami i mizerią prawie codziennie. W takich przypadkach już przestaje nam być do śmiechu i owszem, takie potrawy tuczą. Zwłaszcza gdy do mizerii dodacie śmietanę i wpieprzy się tego pół gara, bo „to przecież ogórki, nie?”.

ziemniaki na diecie

Podsumowując: ziemniaki na diecie są dobre, zdrowe i pyszne (tu akurat już kwestia gustu). To te sosy są złe, bo najczęściej bazują na tłustej i niekoniecznie zdrowej śmietanie. Jeżeli nie chcecie jeść samych ziemniaków, zamieńcie śmietanę na jogurt grecki lub naturalny, kombinujcie ile wlezie. I pamiętajcie o umiarze, a także patrzcie na indeks glikemiczny – zróżnicowanie pod tym względem wyjdzie wam tylko na dobre. Dla przykładu IG młodych ziemniaków gotowanych w mundurkach wynosi około 78 (surowe młode ziemniaki 57), a ziemniaków pieczonych: 85. Wartości różnią się w zależności od źródła ze względu na wzór (np. różne wartości stężenia glukozy po spożyciu testowanej żywności), jednak nie odbiegają one od siebie tak drastycznie. Ale o tym niedługo :)