U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Kalorie – czy ich jakość ma wpływ na odchudzanie?

Ostatnio coraz częściej zauważam takie i podobne pytania na fitgrupach na Facebooku. Przychodzą na nie osoby początkujące, które chcą schudnąć i poleca im się liczenie kalorii. Nie twierdzę, że we wszystkich grupach, ale jednak w przeważającej większości. Nic dziwnego – to jest sposób dużo łatwiejszy niż po prostu rzucone hasło „zdrowe odżywianie i ruch”. Skuszeni szybkimi efektami skrupulatnie wyliczamy sobie kalorie, ilość białka, tłuszczy i węglowodanów, później rozpisujemy sobie jadłospis (albo po prostu dodajemy posiłki w aplikacji, np. Fitatu) i mamy z głowy. Proste, nie? No więc odpowiem wam prosto – nie. Sorry Winnetou, ale w życiu mało co przychodzi prosto ;)

Ja również liczyłam kalorie. Najpierw sama, później wyliczył mi je trener, później znowu sama. Schudłam, całkiem sporo, bo 10 kilogramów. Przygotowanie posiłków było łatwiejsze, bo obracałam się w kręgu tych samych produktów, ale w różnych kombinacjach i z kilkoma „odchyleniami” od zwykłego jadłospisu w celu urozmaicenia diety. Podobało mi się to, jednak wiem, że nie każdy ma tyle cierpliwości i samozaparcia, by robić, liczyć, wprowadzać i ważyć każdy składnik codziennie. I tak dzień w dzień! Dlatego już nigdy nikogo nie namawiam do liczenia kcal. Polecam, ale z zastrzeżeniem, że bardzo łatwo stracić w tym liczeniu umiar. Liczenie kcal jest niebezpieczne i trzeba robić to z głową – jak zresztą z całym odchudzaniem.

Jeżeli jesteś zainteresowana liczeniem kalorii i chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, to zerknij do mojego postu rzecz o zapotrzebowaniu kalorycznym – może ci się spodoba i postanowisz spróbować. Jeżeli nie, to nie martw się – istnieje wiele innych sposobów, żeby schudnąć bez zbędnego liczenia. Pisze o tym większość blogerek z kręgów fit. A przynajmniej ja na takie trafiam ;)

Czyli jem co chcę, byle by tylko zmieścić się w swoim zapotrzebowaniu?

Tu znowu niektórych rozczaruję, bo odpowiedź na to pytanie jest krótka: nie. Kalorie kaloriami, ale zawsze musimy pamiętać, żeby posiłki były wartościowe. Znaczy to, że na np. redukcji w stosunkowo małej ilości kcal musimy zmieścić jak najwięcej wartościowych dla nas składników. I właśnie dlatego jemy tłuszcze (awokado, mięso, olej kokosowy, olej lniany tłoczony na zimno, oliwa z oliwek, orzechy), węglowodany (pieczywo razowe, ryż brązowy, warzywa – dużo warzyw!, owoce) oraz białko (mięso, głównie kurczak, indyk, jajka). Brzmi smacznie i zdrowo, prawda? Już samo wyliczenie tych podstawowych przecież produktów kojarzy nam się ze zdrowym odżywianiem. A to dlatego, że te produkty są naturalne. Jeżeli nasz jadłospis krąży wokół naturalnych produktów, to super – nasz organizm wykorzysta każdy dostarczony mu składnik najlepiej jak potrafi. Osiągniemy tym samym nasz cel – i tak na redukcji przy przykładowo 1700 kcal te 1500/1600 będzie pochodziło z wartościowych produktów. A reszta? No zjedz tego batonika, przecież nie urwie ci nogi odstępstwo od tego fit życia raz na jakiś czas ;) A na poważnie – NIE przeginamy w żadną stronę, bo skrupulatne sprawdzanie wszystkiego i kontrolowania naszego jadłospisu 24/7 zawsze i wszędzie bez odstępstw to prosta droga do ortoreksji, o której pisała między innymi Małgosia z Qchenne inspiracje w poście ortoreksja, czyli kiedy jedzenie zaczyna być obsesją.

liczenie kalorii

Kaloria kalorii nierówna?

Wyobraź sobie teraz, że jesz w ten sposób: tłuszcze (frytki, sos do mięsa z proszku, sos do ziemniaków z torebki, śmietana 36%), węglowodany (białe, pszenne, nadmuchane pieczywo ze sklepu, snickersy, gotowe kanapki na stacji benzynowej z sosem z keczupu i majonezu) i białko (hamburger w Maku, kotlet smażony na głębokim oleju, koniecznie z panierką, może być z torebki). Już samo wyliczanie tych niezdrowych produktów przyprawia mnie o zawrót głowy. Fe! Nie wiem czy wy też podświadomie wyczuwacie, że te produkty po prostu są niezdrowe? Śmietana, frytki, hamburger, sosy z proszku… Brzmią sztucznie. I właśnie tutaj jest pies pogrzebany – sztuczne produkty nie tylko zawierają w sobie masę chemicznych dodatków, ale również zupełnie nam niepotrzebne wzmacniacze smaku, jak na przykład cukier (cukier wrzucą wszędzie, nawet do wędliny!) lub syrop glukozowo-fruktozowy (a ten również jest wszędzie. Masakra). Dodatkowo w wymienionym przeze mnie hamburgerze masz nie tylko białko, ale też węgle proste, cukier, wspomniany syrop, chemiczne dodatki, sproszkowane mleko, dodatkowa laktoza, sól, sól i jeszcze raz sól, no i tłuszcz, często już zjełczały, bo przed twoim burgerem robiło się w nim jeszcze z 10. Jedząc przetworzone jedzenie, słodycze i węgle proste niemożliwym jest, żebyśmy dostarczyli odpowiedniej ilości makroskładników, których nasz organizm potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania. Gdy człowiek się zastanowi, to na logikę pojedynek tłuszcz z burgera vs tłuszcz z orzechów wygrywają orzechy. Podświadomie wiemy, że są one jest lepiej przyswajalne i zdrowsze, bez szkodliwej chemii i dodatków. Dlaczego jednak wybieramy niezdrowe jedzenie? Kurczę, temat dość ciężki, ale nie do nie wyjaśnienia. Powiem ci to, ale w innym poście ;) Mogę tylko uprościć – wzmacniacze smaku. Cukier, który mamy już prawie wszędzie, plus chemia sprawiają, że po prostu nasze kubki smakowe domagają się, często brutalnie, kolejnych porcji śmieciowego jedzenia.

Czyli zdrowe kalorie, tak?

Tak. Ma znaczenie to, co jemy. Nie tylko ilość kalorii jest ważna, ale też ich jakość. Lepiej przyswajalne składniki po prostu lepiej wykorzystamy, poza tym nie dostarczymy sobie z nimi tony cukru, barwników i konserwantów. Bo patrzcie – to, że proteinowy batonik ma superhiperwłaściwości, które sprawią, że będziemy latać nie oznacza, że nie jest dosładzany. Cukrem i syropem glukozowo-fruktozowym, czyli cukier+cukier=jeszcze więcej cukru. I jeszcze dowalą troszkę cukru, bo batonik wydaje się mdły. Nie muszę chyba tłumaczyć, ze nadmierne spożycie cukru sprzyja nie tylko otyłości, ale również problemom z sercem, zakrzepicą, próchnicą i masą innych dolegliwości?

 

Trudne?

Uprzedzałam, że to nie jest takie łatwe. Ale gdy zdobędziemy odpowiednią wiedzę i usystematyzujemy ją w głowie, to będzie nam łatwiej. Oprócz tego patrzcie na składy, to moja rada. Jeżeli chcecie liczyć kalorie to pamiętajcie, że jeść musicie zdrowo, a nie byle co. Bo z byle czego niestety ale organizm nie będzie korzystał tak, jak powinien. Przykład: wlewasz do auta benzynę, jedziesz, jest super. Ale wlewasz jakiś shit z dodatkiem benzyny, to prędzej zajedziesz silnik i będzie do wymiany. Tak samo jest z naszym organizmem.

Potrzebujemy paliwa do życia, więc postarajmy się, żeby to paliwo było dobrej jakości :) Jasne, zjedzmy raz na jakiś czas cheesa z Maca (kocham tę nadmuchaną bułę z kotletem o wyglądzie podeszwy i serem, który nawet obok sera nie leżał!), ale raz na jakiś czas =/= regularnie co dzień lub dwa dni.

A wy liczycie kalorie, czy stawiacie raczej na zdrowe odżywianie bez zbędnego liczenia? :)