U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Możesz wszystko!

W sumie to w tytule skłamałam. Tak naprawdę to nie możesz wszystkiego. Na przykład nie nauczysz się samodzielnie latać i nie polecisz w kosmos o własnych siłach. Nie staniesz się również niewidzialny ani nie będziesz mógł strzelać pajęczyną z nadgarstków. Ale oprócz tych skrajności wszystko inne jest w zasięgu twojej ręki i chciałabym, żebyś to sobie uświadomiła.

Przede wszystkim przestań myśleć o tym, że masz w życiu szczęście. Pięknie o tym, czym różni się twoje życie od życia szczęściarzy napisała Marta. Masz umiejętności, nie szczęście. Masz te cechy charakteru, które sprawiły, że jesteś tu, a nie tam. Los, szczęście – ok, skoro tak bardzo w nie wierzysz, to może położysz się plackiem na autostradzie i zobaczysz, co się stanie? Wiesz o co mi chodzi? Może czasem będziesz miała fart, ale nie usprawiedliwiaj tym każdego swojego sukcesu!

A tym bardziej nie zwalaj wszystkiego na szczęście, gdy odnosisz porażkę.

Jestem w grupie na Facebooku Praca Poznań. Widzę różne posty: czasem śmieszne, czasem żenujące. Trolle, shitstormy, propozycje matrymonialne, propozycje za 5 złotych netto za godzinę. Serio, różnie tam jest. Czytam posty, które wyskakują mi na tablicy, ale że jestem niezwykle wścibską osobą, to czytam też komentarze. Zawsze. W dużej mierze to dzięki temu powstał ten post.

Jest sobie pewna pani. Pani, która wygląda na około 50 lat. Pani jak pani, nic szczególnego. Gdyby nie to, że raz na jakiś czas odzywa się w komentarzach. Kieruje swoją rozpacz, a później agresję na… nie wiem sama, studentów? Pracodawców? Państwo? Rząd? Pis? Po? Trumpa? Pani wylewa swój jad mówiąc, że po studiach nie ma pracy. Że studenci tylko na kasie siedzą i że nie zarabiają nigdy na pełnym etacie. Na początku jej nie skojarzyłam: spojrzałam na komentarz i wzruszyłam ramionami. W dupie to mam, scrolluję dalej. A raczej miałam, dopóki nie ogarnęłam, że ta pani to ta sama pani, która wcześniej bóldupiła pod innymi postami na temat pracy, pracy dla studentów i ogłoszeniach, że student szuka pracy. Już wiem! – pojawia się mała żaróweczka. Kojarzę ją! Scrolluję wyżej.

To ona. Pani, która ma syna. Syna po dobrych studiach, ale nie powiedziała, po jakich. Albo nie pamiętam. Więc w imieniu tego syna pani wojuje na Facebooku i wypisuje bzdury, że po studiach nie ma pracy, że on nie może znaleźć od iluś lat, że to skandal, niepotrzebne, że na kasie, że w biedronce, że ból tyłka, że wyzyskują.

fejs

Napisałam więc to, co myślę. Mi też mówili, że studia są przereklamowane, że nie ma po nich pracy, a po filologii polskiej to już w ogóle będę co najwyżej pracować w Maku. Jak się słyszy to od pięciu lat, to można dostać kurwicy. Naprawdę, ten „żart” się już przejadł i staram się tłumaczyć ludziom, że naprawdę nie potrzebowałam wiele, żeby zacząć pracować na pełen etat za dobre moim zdaniem pieniądze. Przynajmniej dobre na tę chwilę. Nadal trudno im w to uwierzyć.

Zaczęło się od rzucenia studiów. Jeszcze zanim to zrobiłam to pisałam precle do agencji seo. Nie było super, nie było słabo. Było nudno. Pracę dostałam, bo napisałam do agencji, w której pracowała i pracuje zdalnie moja przyjaciółka. Niczego mi nie załatwiła – dała mi adres do opiekunki copywriterów i tak dostałam swoją drugą pracę w życiu.

Potem uznałam, że rzucam studia. Na pensji, jaką mi oferowali, bym nie wyżyła, więc zaczęłam rozsyłać CV. Z jednej agencji mi podziękowali, z drugiej chcieli na staż (600-800 złotych za 8h przez 5 dni w tygodniu – to jakiś żart. A, i na 3 miesiące. Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że za te 3 miesiące znowu znalazłam ich ogłoszenie na olx?), ale potem napisali, że chcą kogoś z większym doświadczeniem i taką osobę wzięli. Ale ja wtedy byłam już po rozmowie w mojej obecnej firmie. Pracę dostałam.

Poszłam z marnym doświadczeniem. Zestresowana wpadłam w kałużę, nie mogłam znaleźć swoich czarnych spodni i musiałam pójść w dżinsach z dziurą na kolanie. Prawie przejechał mnie samochód, potknęłam się na progu i zaplątałam w szalik i marynarkę. Jak więc zapytano mnie o moje wady to odpowiedziałam, że mam cholernego pecha.

Pracę jednak dostałam i też myślałam, że to niezły fart. Że jak fajnie, los się do mnie uśmiechnął. Ale zaraz, chwila. Miałam doświadczenie, małe bo małe, ale jednak. Robiłam wcześniej praktyki w wydawnictwie plus pracowałam z ludźmi, konkretniej z dziećmi w największym biurze turystycznym w Polsce. Kurde, w końcu napisałam test, który mi dali. I wreszcie pokonałam kilku innych copywriterów z mojej poprzedniej firmy. Serio mam to zwalić na szczęście? Byłam od nich lepsza, sympatyczniejsza, może po prostu się zlitowali – cokolwiek, co skłoniło moich pracodawców do podjęcia decyzji o zatrudnieniu mnie nie było szczęściem.

Postarałam się. Zbijałam bąki na studiach tylko przez jakiś czas. Dużo czytałam, pisałam, grałam w RPG i ćwiczyłam swoją wyobraźnię. To, co robiłam, odbiło się na moim doświadczeniu i kreatywności.

Tak, pracę po filpolu znalazłam w tydzień. I nie uwierzę, że to tylko fart. Tu zadecydowały jeszcze moje umiejętności.

Tak więc jeżeli jak ta pani myślisz, że po studiach nie ma pracy, że się nie da, że nie umiesz, że nie chcesz, a po co, a tamto, to może zrób sobie herbaty i przeczytaj tego posta jeszcze raz. Jeżeli liczysz na szczęście, to nawet jeżeli do ciebie przyjdzie, nie będziesz miał odpowiednich umiejętności, żeby z niego skorzystać. I potem twoja mama będzie się na Facebooku się żaliła, że po studiach to tylko praca na kasie na ¾ etatu.