U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

#myfirst7jobs

I ja się skusiłam na napisanie posta na ten temat. Co i rusz na blogach, które czytam regularnie, widzę ten hasztag. I wiecie co? Troszkę przykro mi się robi, że ja nie mam czym za bardzo się pochwalić. Bo nawet jakbym stanęła na rzęsach, to nie doliczę się u siebie 7 prac. Więc zmienię to #myfirstjobs, tak po prostu ;)

#1

Wiele osób zaczynało od zbierania truskawek czy roznoszenia ulotek. Ja z kolei poszłam z grubej rury i zaczęłam od… pracy z dziećmi i młodzieżą. Tak, nie musiałam dorabiać czy pracować przed siedemnastką, bo miałam wszystko, czego potrzeba. Tak, byłam rozpieszczonym dzieckiem i trochę mi z tego bachora zostało do dziś. Ale nie o tym ma być ten wpis. Ważne, że pójście na głęboką wodę sprawiło, że naprawdę dużo z tej pracy wyniosłam :)

Pracowałam w biurze turystyki aktywnej, z którym jeździłam na obozy od x lat. Byłam instruktorem RPG przez… hm, dwa lub trzy lata. Zaliczyłam trzy lub cztery obozy, nie pamiętam już. Prawie od razu zostałam rzucona na głęboką wodę – umowa zlecenie, szkolenia, opieka nad grupą młodzieży, potem tej młodszej młodzieży, nieprzespane noce, kleszcze w dziwnych miejscach u uczestników, koedukacyjna kadrówka… Ale wiecie co? Nauczyło mnie to brania odpowiedzialności za swoje czyny. I dzwonienia do ludzi (do dzisiaj tego nienawidzę!), gdy coś się dzieje, a ja nie mogę znaleźć wychowawcy naszej grupy. Były dni gorsze, były przepłakane noce, były spotkania i zjazdy, było pisanie podręcznika i realny hajs za to. Poznałam masę ludzi, bez których nie byłabym teraz tym, kim jestem :) I mimo że z prawie żadną z tych osób już nie utrzymuję kontaktu, to czasami miło jest poplotkować o dupie Maryni na fejsie. Lub na blogu. RPG kocham do dziś, ale chwilowo poszło w odstawkę. Zarówno to tradycyjne, jak i pisane. W sumie poszło w odstawkę po napisaniu na ten temat licencjatu, czyli rok temu.

#2 Nieśmiertelne ulotki. Przez pół dnia rozdawałam zaproszenia do klubu +21 lat, do którego sama wchodziłam, nie mając tych 21 lat ;) Część ulotek poszła do kosza, z kolei zaproszenia rozdałam wszystkie. Praca jednorazowa, ale wiem, że nie chciałabym tego robić na co dzień. Chyba że naprawdę nie miałabym wyboru.

#3 SEO copywriting zdalny. Moja druga „prawdziwa” praca. Zdalnie, bo jeszcze wtedy studiowałam. Hajs był z tego mniej niż kiepski, ale wystarczało mi na moje przyjemności. Czy czegoś się nauczyłam? Hm, troszkę pisania pod SEO, ale głównie do katalogów firm. Nie była to przyjemność, w ogóle. Dlatego chyba już wolałabym roznosić te nieszczęsne ulotki :)

#4 I moja obecna praca. Również SEO copywriting, ale w zupełnie innej formie, niż w poprzedniej pracy. Prawie zero katalogów, dużo opisów na strony, linki, marketing, troszkę obsługi facebooka… I mam wrażenie, że nie stoję w miejscu. Jak mam gorszy dzień, to robię wszystko machinalnie, ale muszę wam powiedzieć, że takie dni zdarzają się bardzo rzadko. Lubię moją pracę i lubię pisać te bzdurki, które czytacie w zakładce „o nas” na stronach firm ;) Piszę również na blogi. Współpracowników mam super, szefów jeszcze lepszych. A kasa nieziemsko lepsza, niż w przypadku jakichkolwiek powyższych punktów. I robię to, co lubię. No i mam ogromną szansę się rozwinąć :) Nawet nie wiecie, jak mi jest miło, gdy ktoś docenia moje w pocie czoła pisane teksty :)

I… to na tyle. Mam 23 lata, miałam 4 prace (nie licząc praktyk) i jestem z tego powodu dumna, bo dwie z nich zajęły mi sporą część mojego życia (około 4 lat) i wcale nie muszę iść na truskawki czy na kasę, żeby znaleźć to, co chcę robić w życiu :) Czy zdecyduję się kiedyś na coś innego? Hm, może. Ale nie teraz. Człowiek wciąż się uczy, a na swoje iść nie chcę, bo strasznie kiepski byłby ze mnie szef ;)

 

Czy w końcu dobiję do 7 prac? Na pewno, ale na razie dobrze mi jest tutaj, gdzie jestem obecnie :)

 

 

_____

Źródło zdjęcia: http://67.media.tumblr.com/17683dd164d5c3581c05e5065b514d38/tumblr_o920t2KRgQ1slhhf0o1_1280.jpg