U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Nie daj się!

Wiecie, czasami w życiu bywa tak, że ludzie nam na siłę próbują uciąć skrzydła. Bo myślą, że wszystko wiedzą najlepiej albo co gorsza, że wiedzą lepiej, co jest dla nas najlepsze. O ile w przypadku rodziców jest to poniekąd zrozumiałe (a i to tylko do określonego wieku dziecka), to w przypadku znajomych mnie to po prostu denerwuje. A gdy takie rady słyszę od nieznajomych, to po prostu szlag mnie trafia i zamieniam się w czerwoną, dymiącą kulkę ;) To są moje marzenia i nikt nie ma prawa dawać mi „dobrych” rad ze złych intencji ani specjalnie ich sabotować.

Jak to jest możliwe, że gdy ja zaczynam opowiadać o swoich planach lub mówię, gdzie pracuję, to widzę lekceważenie w oczach? Albo machnięcie ręką, albo uśmiech politowania pod tytułem „Mhm, młoda jesteś, głupia, naiwna, ale jeszcze zrozumiesz”. Nie rozumiem w czym moja praca jest gorsza od pracy w korpo albo dlaczego moje marzenia są gorsze od marzeń kogoś innego. Owszem, są przyziemne, ale gdy tylko wspominam komukolwiek o moich planach na rozwój, to często spotykam się ze ścianą. Jakie teksty najczęściej słyszę, gdy mówię o swoich marzeniach?

  • Studia to tylko papier.
  • Daj spokój, po co ci to.
  • Rozumiem, że może cię to jarać, spoko, ja w części tej branży pracuję, hmhmhm (też macie wrażenie, że nawet napisane brzmi… z politowaniem? Przez to użyte „rozumiem”?).
  • Studia nie są najważniejsze.
  • I co z weekendami? Nie żal ci ich?
  • Nie za dużo? Po co?

I wiele, wiele innych. Piszę ten post bo wiem, że nie tylko ja dostaję tymi pytaniami (uwagami?) prosto w twarz. I niektóre z nich bolą, bo nawet takie głupie gadanie może porządnie kogoś zdemotywować. Mimo że staram się być pozytywną osobą (dzięki, Aniu i Marto, że dajecie mi tego kopa!), to w okresie jesiennym jest mi niezwykle trudno utrzymać uśmiech na twarzy dłużej. A gdy jeszcze ktoś pierdoli trzy po trzy swoje „mądrości”, to w ogóle mam ochotę zakopać się pod kocem i zapaść w sen zimowy. I nawet jeśli od razu utnę temat, to jest mi zwyczajnie przykro. Bo to jednak są marzenia, do których chcę dążyć. Nie są nierealne i naprawdę mi na nich zależy, a ktoś je po prostu dyskredytuje.

Wiecie, już w gimnazjum wiedziałam, że chcę pracować jako korektor. W liceum się to nie zmieniło mimo usilnych prób polonistki do przekonania mnie, że na studiach humanistycznych nie mam czego szukać (dzięki!), a na studiach poszerzyłam swój punkt widzenia o ogólną pracę w wydawnictwie.

Wylądowałam w agencji marketingowej. I wiecie co? Cholernie to polubiłam. Piszę, jestem kreatywna, jest mi dobrze. Chcę się kształcić w tym kierunku, wiążę z tym moją przyszłość. Jeszcze nie wiem, czy to będzie PR, marketing stricte, tylko copywriting czy coś jeszcze, ale wiem, że to jest to, czego na razie chcę. Gdy zobaczyłam plan specjalizacji aż mi się oczy zaświeciły. I naprawdę, mam wypieki na twarzy gdy zaczynam o tym mówić. Co ważne, nigdy nie miałam tak na filologii polskiej, która tylko wpędziła mnie w stany depresyjne (dzięki po raz drugi!). I o tyle ile z filpola tak dużo osób się nie nabijało (poza standardowym Makiem i frytkami do tego), o tyle z mojego zarządzania na prywatnej uczelni już tak. Nie wiem, czy to kwestia rodzaju uczelni czy co, ale nie pomaga nawet tłumaczenie, że tam ¾ zajęć to zajęcia praktyczne, a nie jak na mojej byłej uczelni, że ¾ to nudne i niepotrzebne wykłady i ćwiczenia, a warsztaty to chyba na 2 roku magisterki będą, bo miały gdzieś być, a na licencjacie i 1 roku ich nie było. I nie pomaga to, że chcę się kształcić i być lepsza.

Naprawdę na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które naprawdę się ucieszyły z tego, że chcę robić coś w kierunku rozwoju. W tym jedna osoba to moja mama (w sumie to dobrze, bo na poprzedni wybór marudziła jak jasna cholera).

Wiecie, naprawdę trudno nie brać tego wszystkiego do siebie. Ale ważne jest, żeby przeć nadal do przodu. Ja też mam trudno, nie jesteście sami. To ważne, żeby zdać sobie z tego sprawę. Ludzie lubią nam rzucać kłody pod nogi dla własnej rozrywki, tak już mamy, podobno to leży w naszej naturze. Ja też kiedyś byłam we wszystkim naj i przede wszystkim najwięcej wiedziałam na każdy temat. Nie mam na to lekarstwa poza banałami, dlatego zamiast tego polecę kilka wpisów, które mi bardzo pomagają. I w trudnych chwilach chętnie do nich wracam. Może pomogą i wam :) Życie jednak potrafi pozytywnie zaskoczyć i wiem, że wy też to wiecie. Bycie smutnym przez jakiś czas jest naprawdę ok, nie dajcie sobie wmówić inaczej. I nie dajcie sobie wmówić, że wasze marzenia są gorsze.

http://www.blogojciec.pl/dzieci/czy-nasz-swiat-jest-zlym-i-zepsutym-miejscem-27-historii-ktore-temu-zaprzeczaja/

http://www.aniamaluje.com/2016/10/jakich-piosenek-suchac-by-czuc-sie.html

http://www.aniamaluje.com/2016/09/nikt-nie-jest-ode-mnie-lepszy.html

http://www.martapisze.pl/2016/06/jak-wreszcie-uwierzyc-w-siebie-i-zaczac-robic-to-co-chce-sie-robic.html
http://www.martapisze.pl/2015/07/zycie-jest-za-krotkie-zeby-plakac-za-ludzmi-ktorzy-cie-nie-lubia.html   
http://www.aniamaluje.com/2016/10/prosty-sposob-na-tabliczke-mnozenia-i-5.html?m=1