U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Nowy rozdział w życiu

Ostatni post napisałam 14 kwietnia – wow. Chyba nigdy nie miałam takiej przerwy na blogu, ale przez ostatni tydzień bardzo dużo się u mnie działo. Bez wdawania się w zbędne szczegóły – założyłam własną działalność!

Nadal ciężko mi w to uwierzyć, ale machina już ruszyła :) Wczoraj podpisałam wniosek w urzędzie, dzisiaj kontaktowałam się z księgową i w poniedziałek będziemy dopinać szczegóły. W międzyczasie Buc tworzy mi stronę, a ja piszę na nią teksty. Muszę zrobić też zdjęcia (a to dopiero będzie wyzwanie!), pójść jeszcze raz do urzędu i mogę działać. Super! Jaram się jak flota Stannisa (kto oglądał Grę o Tron, wie o czym mówię)!

Skąd taka decyzja?

Powiem szczerze, że już jakiś czas nosiłam się z zamiarem pracowania „na swoim”. Gdy pracowałam zdalnie, myślałam, że to nie dla mnie – chciałam wyjść do ludzi, pracować na etacie i przede wszystkim dla kogoś, bo wtedy mówiono mi, co mam robić. Zawsze ktoś nade mną stał i przekazywał mi dokładne instrukcje: to po prostu było wygodne. Jednak gdy nie przedłużono ze mną umowy w mojej ostatniej pracy, stwierdziłam „raz się żyje”. Nie chciałam znowu pakować się w etat lub w umowy, które by mnie ograniczały. Nie chciałam też wydzierać sobie na każdej rozmowie odpowiedniej pensji, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pracodawca musi płacić ogromne ZUS-y za każdego z pracowników. Czasami im się to po prostu nie opłaca. Teraz sama będę to robić, wedle myśli „jeżeli będę zarabiać chujowo, to przynajmniej na siebie”.

Co to za działalność?

Założyłam jednoosobową działalność gospodarczą. Będę robić to, co umiem: czyli pisać. Ostatnie lata pokazały mi, że czasem warto zmodyfikować swoje plany na przyszłość, żeby robić to, co się chce robić. W gimnazjum byłam pewna, że zostanę korektorem w wydawnictwie. Jak widać troszkę się pozmieniało ;)  Założyłam firmę Kreatywny Copywriting. Moją pracą będzie pisanie tekstów na strony WWW, pisanie tekstów typowo pod SEO i inne drobiazgi, związane z marketingiem. W przyszłości planuję również poszerzyć swoją działalność o prowadzenie social mediów, ale najpierw muszę pójść na szkolenie. Bo wiecie, cholernie marzy mi się branżowe szkolenie :D

Jak to zrobiłam?

Po prostu – wypełniłam wniosek w internecie i poszłam go podpisać ;) Ale wcześniej dokładnie porozmawiałam z narzeczonym i rodzicami, którzy mają swoje działalności. Tata prowadzi firmę, mama jednoosobową działalność gospodarczą, czyli to, co ja teraz. Mają wiec w tym doświadczenie i gdy tylko dali mi zielone światło, słuchając moich argumentów, nie wahałam się ani chwili – po powrocie do Poznania założyłam działalność. Wbrew pozorom to jest prostsze, niż mogłoby się wydawać i nawet księgowa była pod wrażeniem (sama tak napisała! :D) mojej wiedzy w tym zakresie. A wcale ona nie jest jakaś superhiperduża! Dużo dowiedziałam się z blogów, różnych portali i randomowych stron z Google. Ważne jest tylko, żeby zweryfikować te dane, najlepiej z odpowiednimi ustawami i przepisami. Grunt to dokładnie wszystko przemyśleć i nie nastawiać się negatywnie do samego siebie. Na pytanie „a co, jeśli nie dasz sobie rady” odpowiadam: to zamknę działalność i pójdę robić coś innego. Serio, to nie jest problem, da się to zrobić w kilka minut (plus podpis w urzędzie, wiadomo), ale wierzę, że nie będę musiała tego robić. I tutaj najważniejsza jest wiara w siebie i swoje umiejętności. A tych przez rok pracy w poprzednich firmach nabrałam sporo. Dużo pewności siebie dały mi też studia na Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Poznaniu. Powiem tak: jak nie wyjdzie, to trudno, ale postaram się zrobić wszystko, żeby wyszło.

Od czego zaczęłam?

Od posprzątania mieszkania :D Serio, po podpisaniu wniosku od razu zabrałam się za porządki w moim miejscu pracy. Mamy z Bucem masę bibelotów, które są nam zupełnie niepotrzebne, a zbierają kurz na półkach, przez co przestronna i jasna kawalerka wydaje się zagracona. Wywaliliśmy z 6 worków śmieci i gratów, a nadal do uprzątnięcia zostały parapety, stół i kącik-w-którym-jest-wszystko-do-sprzątania-mieszkania. Ale jesteśmy już bliżej niż dalej.

Co to oznacza dla bloga?

Tak naprawdę to nic ;) Wierzę, że uda mi się połączyć własną działalność z pisaniem bloga. W końcu dwa wpisy w tygodniu to wcale nie jest tak dużo, a dzięki lepszemu światłu może w końcu zacznę robić w miarę dobrej jakości zdjęcia, bo niestety, ale mój sprzęt fotograficzny pamięta jeszcze czasy Gierka. Dobra, żart, ale jest dość stary i widać to po jakości zdjęć w ciemniejszych pomieszczeniach. Moim planem jest praca 8-16, później odłączam kartę sim (dual-sim to naprawdę ułatwienie, dzięki, Huawei!) i nie pracuję, a przynajmniej taki jest plan. Wiem, że gdy nie wyznaczę sobie konkretnych godzin, to cała moja organizacja legnie. I nie będzie tu miało znaczenia, czy nagle zachce mi się odkurzać czy iść na spacer – w tych godzinach jestem w pracy, później mam czas na bloga i inne przyjemności. Myślę, że to podstawa pracy w domu i mam nadzieję, że nagłych wypadków, kiedy będę musiała pracować np. w weekendy, będzie niewiele.

Pamiętacie moje plany na 2017 rok? Możemy wykreślić podpisanie umowy o pracę, bo jej na pewno nie podpiszę ;D A co tam u Was? W końcu minął nam cały tydzień, a jak widać na moim przykładzie, dużo może się wtedy zmienić :)

 

Obserwuj mnie na INSTAGRAMIE i na FACEBOOKU. Jeżeli chcesz skomentować, wpisz komentarz w odpowiednie pole i kliknij myszką w pole „zarejestruj” → otworzą Ci się pola name, e-mail, hasło, a niżej okienko do zaznaczenia „wolę pisać jako gość”.