U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Organizacja czasu na pełnym etacie

Muszę przyznać, że organizacja czasu na pełnym etacie jest tematem trudnym. Każdy potrafi się w pewnym momencie pogubić, także eksperci od tego tematu. Swego czasu uważałam Martę Hennig z Marta Pisze za takie nasze ludzkie guru w kwestii organizacji czasu, dopóki sama się nie przyznała, że pobłądziła i źle się do tego wszystkiego zabrała. I wiecie co? Każdy ma prawo pobłądzić, a Marta jest świetną osobą, która pokazuje, że można przesadzić w każdą stronę. I ma odwagę się do tego przyznać, a o odwagę w tych czasach bardzo trudno :)

Praca na pełen etat

Mój post będzie dotyczył organizacji czasu na pełen etat. Dlatego, że na studiach byłam kompletnie niezorganizowana, a odkąd pracuję na etat, trochę się ogarnęłam. Na moim przykładzie pokażę też wam, jak można szybko załatwić najważniejsze tego dnia rzeczy :)

W tym poście pisałam o to do liście oraz o moim kalendarzu. Jak zacznę studia, kalendarz okaże się nieoceniony, z kolei z to do listy korzystam do dziś. Nieco rzadziej, jednak nadal mocno mi pomaga. Wiem już sama, które rzeczy po prostu muszę zrobić konkretnego dnia i które mogą poczekać np. do jutra. Ale o wielu równie często zapominam ;)

Jak więc się zorganizować i nie dać zwariować?

Na początku przeczytaj wyżej wspomniany post o organizacji czasu. Znajdziesz tam przydatną aplikację i zobaczysz, co mniej więcej zrobiłam, żeby ustalić sobie priorytety. Skorzystaj, jeżeli chcesz, z tych rad, bo naprawdę pomagają ogarnąć tyłek nawet największego lenia (czytaj mnie ;D).

Ja bym do tego wszystkiego jeszcze dodała punkt, w którym mówię o nieprzywiązywaniu się totalnie do listy. Wiecie, umycie włosów może poczekać jeżeli masz suchy szampon, trening też można przesunąć, zwłaszcza jeżeli wypadnie wam nieplanowany wieczór z przyjaciółmi. Umiar, umiar i jeszcze raz umiar – tego potrzebujemy.

Ale jak zorganizować sobie czas w pracy?

Przede wszystkim zależy, co w tej pracy robisz. Ja zawsze na początku przez pierwsze pół godziny/godzinę poświęcam czas na przejrzenie nowości w internecie (i nie, nie na facebooku, ale nowości związane z social media, seo, merketingiem), a także na zaplanowanie sobie w głowie dnia. Zakładam jakiś pułap rzeczy, które muszę dzisiaj wykonać i to robię. Jeżeli się nie wyrobię, to następnego dnia wykonuję te rzeczy w pierwszej kolejności i wiem, że za dużo na siebie nałożyłam.

Jednak ja pracuję w biurze – i nie mogę wypowiadać się za osoby, które pracują np. fizycznie, bo sama fizycznie nigdy nie pracowałam.

A potem… po prostu pracuję ;) I nie ma w tym żadnej filozofii. Na 5 minut przed godziną 16 sporządzam raport, punkt 16 go wysyłam i od tego momentu moja głowa spycha wszystkie pracowe plany do szuflady. Nie przynoszę pracy do domu (chyba że śmieszne anegdotki), bo to po prostu niezdrowe. Dzięki temu rano nie jestem zmęczona tematem i mam siły do działania przez kolejne 8 godzin :)