U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Podsumowanie lutego

Jak ten czas leci! Dopiero co świętowaliśmy rozpoczęcie 2017 roku, a tu proszę – już koniec lutego. Nie wiem, co się stało z tym miesiącem i kto mi go zajumał, ale bardzo proszę o oddanie :D Nie, serio, mam wrażenie, że ktoś po prostu zabrał mi ponad połowę miesiąca. Ja wiem, że luty jest krótki, ale bez przesady, nie aż tak. Też macie podobne wrażenia? W każdym razie, abstrahując od złodziei czasu, czas na kolejne podsumowanie miesiąca – tym razem lutego.

Zacznę od moich personalnych wygrywów. Moja kolorowa tabelka prezentuje się tak:

podsumowanie lutego 2017

Trochę słabo widać, ale niestety, taki urok robienia kropek zakreślaczem. Obiecuję wynaleźć coś innego. W każdym razie udało mi się nie pić alkoholu tak często, jak kiedyś. W tym miesiącu dni pijących miałam 5. Spodziewałam się lepszego wyniku, ale powrót do Szczecina trochę wybił mnie z rytmu (zresztą sami wiecie). W marcu planuję zmniejszyć tę ilość do 3 wieczorów, jeżeli nie 2. Ciekawa jestem, czy mi się uda. Co do słodyczy, to 6 razy sięgnęłam po coś słodkiego, z czego 1 raz to był tłusty czwartek, więc się nie liczy. O dziwo najgorzej poszło mi wyrabianie 100% normy w Polarze A300. Tutaj dałam ciała na całej linii :/ Podobnie jak z treningami, ale za to starałam się spacerować ile mogłam. Zresztą widzicie sami na początkowym obrazku.

Nie udało mi się osiągnąć takiej wagi, jak bym chciała, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że przez odstawienie tabletek teraz moja waga może świrować, dlatego macham na to ręką. Udało nam się za to wyleczyć Teo z sikania na łóżko, ja zdałam sesję (żadnej 2 w indeksie!), a także oszczędzić ponad 500 złotych w tym miesiącu. Nie udało mi się za to skończyć jednej książki, ale przeczytałam pół Pratchetta i pół Żywienia w sporcie – liczy się jako jedna, nie? :D

Szablon bloga jest już na ukończeniu, z czego strasznie mocno się cieszę. Teraz wszystko powinno wyglądać dużo schludniej i – mam nadzieję – posty będą dużo czytelniejsze :) Oprócz tego przekroczyliśmy 100 lajków na moim fanpage’u, za co bardzo wam dziękuję <3 Motywujecie mnie do regularnego ruszania dupy, mimo że często mi się nie chce :) Takim sposobem poszłam sprawdzić, czy uda mi się przebiec 5 km. Udało – ba, nawet pobiłam życiówkę :)

podsumowanie lutego 2017

Dlaczego akurat 5? Ponieważ startujemy razem z Bucem w biegu dla Filipa. Jeżeli jesteście z Poznania, to gorąco zachęcam do zapisów: bieg jest w kwietniu, a pieniądze idą na rehabilitację Filipa :) biegniemy wokół Rusałki na Golęcinie. Ja startuję na 5 km, chociaż ile tak naprawdę pobiegnę, to zobaczę po dwóch miesiącach treningów. W poniedziałek czułam, że mogłabym przebiec spokojnie z 7 kilometrów, więc kto wie.

Dodatkowo 3 marca rzucam palenie (data może się przesunąć, zależy czy uda nam się wykorzystać cały tytoń do skręcania fajek, bo wyrzucać nie zamierzam, a trzymać w domu „nieużywany” też nie). Trzymajcie kciuki!

Przestałam też słodzić kawę, zaczęłam jeść dużo więcej warzyw. Znowu staram się wysypiać, ale wiadomo, jak to czasami jest… Wczoraj np. wstawiłam pranie i cholerna pralka skończyła prać o 24 ¯\_(ツ)_/¯ Ale! Odnawiam kontakty ze starymi znajomymi i staram się nie zaniedbywać nowych znajomych. Mam nadzieję, że udaje mi się to jakoś połączyć. No i staram się publikować regularnie, a także regularnie odwiedzać wasze blogi i się udzielać :)

Podsumowując – ten miesiąc był dobry. Dużo lepszy, niż się spodziewałam. Kto by pomyślał, a tak byłam do niego negatywnie nastawiona. Oby marzec był jeszcze lepszy – robi się piękna pogoda, więc mam nadzieję, że wszyscy będziemy mieli więcej chęci do życia i energii :)