U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Podsumowanie maja 2017

Tyle się ostatnio u mnie dzieje, że nie nadążam z ogarnianiem tego wszystkiego. Z jednej strony to dobrze, a z jednej trochę nie do końca :D Ale mama i babcia mi powtarzają, że mam zapierdalać póki jestem młoda, więc wpadam tutaj na szybko pochwalić się Wam, jak zjebałam ostatni miesiąc. Serio, nie przesadzam – zarówno pod względem diety, jak i treningów, maj był do bani. Zresztą sami widzicie, w maju dominowały spacery. W sumie oprócz pojedynczych wypadów rowerowych (całe 15 minut, wow), jednego treningu z Martą na targach Fit Expo i biegu w Color Run, dałam ciała.

Ale musiałam trochę zmienić priorytety. Pisałam Wam, że otworzyłam własną działalność, więc musiałam trochę pozmieniać priorytety i zarówno dieta, jak i treningi, poszły w odstawkę. Muszę na nowo nauczyć się pracować w domu, a na dodatek muszę nauczyć się szanować zarówno swój czas, jak i pieniądze. Muszę dogadywać się z klientami (o dziwo idzie lepiej, niż podejrzewałam) i muszę pilnować terminów, ZUS-ów (mam od tego księgową, ale jeżeli chodzi o pieniądze, to wszystkim zawsze patrzę na ręce) i zleceń. Na dodatek wzięłam na siebie zbyt dużo w maju, więc przez ostatni tydzień pracowałam od 8/9 do 22 z krótkimi przerwami. Nie zwracam już uwagi na to, że Polar mi krzyczy, że mam ruszyć dupę. Nie zwracam też uwagi na to, że moja aktywność w ciągu dnia wynosi zwykle 5%… Serio – często jest to ledwie 5%.

Muszę więc ostro się za siebie wziąć. Ostatnio również mam coraz większą ochotę na słodycze. Nie wiem, co się dzieje, ale nie podoba mi się to, więc muszę znowu wrócić na dobre tory :) Ja tam w siebie wierzę.

Co mi się udało?

  • Zarobić tyle, żeby nie jeść gruzu.
  • Nie splajtować.
  • Podpisać umowę – przeprowadzamy się pod koniec czerwca do większego mieszkania! <3
  • Znaleźć kilku stałych klientów.
  • Przeczytać jedną książkę. To zawsze coś! Tym razem to była książka Marty.
  • Uczestniczyłam w Blog Conference Poznań (i dostałam się na See Bloggers, ale to dopiero dzisiaj się dowiedziałam, nie wiem czy się liczy :D).
  • Znalazłam ten cholerny klucz do drugiej świątyni w Zeldzie, Skyward Sword.
  • Zeszłam poniżej 61 kilo. Co prawda na chwilę, ale liczy się!

Może to nie jest jakiś imponujący wynik, ale ja jestem dumna :) Teraz lecę kontynuować szaleństwo, bo jutro mam zajęcia na uczelni (cały dzień WF – to dopiero coś xD), pojutrze też. Muszę również ruszyć firmowego bloga, zacząć robić własne zdjęcia do postów i przemyśleć jedną ważną sprawę, a mianowicie rozszerzenie bloga o kanał na Youtube. Chociaż jak patrzę na te komentarze i spam, to trochę mi się odechciewa.

A u Was jak wyglądał maj? Oby lepiej niż u mnie :D

 

Obserwuj mnie na INSTAGRAMIE i na FACEBOOKU. Jeżeli chcesz skomentować, wpisz komentarz w odpowiednie pole i kliknij myszką w pole „zarejestruj” → otworzą Ci się pola name, e-mail, hasło, a niżej okienko do zaznaczenia „wolę pisać jako gość”.