U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Poniedziałek u Rudej #3

Kolejny poniedziałek w połowie za nami! Ten weekend porządnie dał mi kość i już o 21 padałam na twarz. Cóż, domowe sushi w hurtowych ilościach oraz babeczki na pewno się po trochu przyczyniły do mojej ospałości tak wcześnie, ale… No właśnie, na mój stan wpłynęło kilka innych czynników. A raczej błędów, które popełniłam – przez nie weekend minął mi jak z bicza strzelił. Jak więc się przed tym ustrzec i zmotywować się w poniedziałek, a raczej już w weekend? ;)

  1. Uważaj na alkohol. Przy nim nie tylko czas płynie szybciej, ale dzień na ciężkim kacu mija błyskawicznie. Plus ten dzień jest zmarnowany w całości. Ostatnio zauważyłam, że mam dużo mniejszą tolerancję na alkohol i następnego dnia czuję się po prostu fatalnie. Szczerze to wiadomo, raz na jakiś czas można nawet przegiąć, ale powinniśmy się zastanowić, czy na pewno tego chcemy. U mnie sobota minęła błyskawicznie, no i doszło niezdrowe, zamówione jedzenie, jak to zwykle w takich dniach bywa. Nie mam wyrzutów sumienia, ale czuję, że nie do końca spełniłam swoje postanowienie o wyspaniu się w ten weekend. Bo w niedzielę wstałam przed 8. I tak źle, i tak niedobrze – w efekcie i w sobotę, i niedzielę chodziłam jak zombie. Nie polecam.
  2. Odpocznij. Tutaj z kolei ugryzę problem z innej strony. Kiedy moje weekendy są intensywne, ponieważ ciągle coś robię i wszędzie jest mnie pełno, mijają mi jeszcze szybciej, niż na kacu. Pobudka, śniadanie, prysznic, zakupy, sprzątanie, spacer, trening, w międzyczasie obiad, kolacja i zazwyczaj masa innych rzeczy. A potem dziwię się, że mam wrażenie, że mój weekend trwał jeden dzień, a nie dwa. Serio – nic się nie stanie, jak wyluzujesz :) A i czas wolniej płynie, jeżeli nie robisz tych wszystkich super rzeczy, które sprawiają ci przyjemność. Odpoczynek to nic złego i właśnie w nasze dni wolne powinniśmy dać na wstrzymanie. No, chyba że komuś odpowiada każdy weekend wypełniony zadaniami po brzegi :)
  3. Rutyna – czyli rób to, co robisz w dni powszednie. Ale w zwolnionym tempie i z przymrużeniem oka ;) Trzymaj dietę, poćwicz, odpocznij, upichć coś, wciśnij w któryś dzień czynność, na którą normalnie nie masz czasu. Ale w większości trzymaj się swoich nawyków, zwłaszcza jeżeli chodzi o dietę i niespanie do godziny 13. Rutyna wbrew pozorom pomaga większości ludzi – przecież prawie każdy z nas chce jakiejś stabilizacji. Finansowej, wagowej, w życiu miłosnym czy rodzinnym… Dlaczego nie zapewnić sobie jednej z podstawowych rzeczy, na którą mamy wpływ tu i teraz? :) Nie dość, że wyjdzie to nam na zdrowie, to poczujemy się spokojniejsi i bardziej zorganizowani. Czas tak szybko nie leci, przynajmniej u mnie. :)

Ja, mówiąc brzydko, ten weekend zjebałam po całości ;) Soboty brak, niedziela na szybko, a i tak nie zdążyłam zrobić tego wszystkiego, co zaplanowałam. Mimo że tak wcześnie wstałam. Nawet z kina zrezygnowaliśmy (na rzecz jedzenia sushi i oglądania kolejnego sezonu Dextera, więc w sumie wyszliśmy na tym lepiej), bo byśmy byli w domu po 23. A obiad do pracy był niezrobiony, spodnie niewyprane… No sami widzicie. Skutki piątku? Możliwe, chociaż bardziej winię całą przeleżaną sobotę (nawet 50% mojego celu nie zrobiłam wtedy, masakra!) – gdy za długo leżę, boli mnie krzyż. Bolał w niedzielę i w nocy jak cholera. Cóż, nawet mój organizm mówi, że następny weekend ma być innym. Na luzie, ale bez przesady. Bez zamawiania jedzenia, no i może z kinem.

Cokolwiek by się nie działo, pamiętajcie – jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas popełnia błędy :) Ważne, żeby się na nich uczyć. Mi wychodzi dość średnio, ale hej, niby mamy na naukę całe życie, prawda? Dlatego obiecuję sobie, że następny poniedziałek rozpocznę z przytupem już w piątek ;) Poza tym hej – właśnie ten piątek jest wolny! :)

A czy u was ten weekend był dłuższy niż u mnie? ;)