U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Powrót do formy po porodzie

Powrót do formy po porodzie to marzenie wielu mam. Nie ukrywajmy – mało której z nas podoba się obwisły brzuch, fioletowe rozstępy czy cellulit (o nadwadze nie wspominając). Niektórzy uważają, że matki, które chcą dojść do siebie po porodzie, to złe matki, no bo przecież powinny skupić się w 100% na dziecku. „Olaboga, jak tak można, na stos z nią, chudnąć chce zamiast się dzieckiem zająć, wyrodna matka!” – podobnych opinii w internecie jest mnóstwo. Pamiętajcie jednak, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, i dopóki powrót do formy po porodzie nie staje się Twoją obsesją i nie zaniedbujesz przez to dziecka, to nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia.

Powrót do formy po porodzie

To trudny temat, ponieważ każdy organizm reaguje inaczej zarówno na okres ciąży, jak i na poród i połóg. Poza tym dużo zależy od naszego odżywiania przed i w trakcie ciąży (jeżeli chcesz wiedzieć co jeść w ciąży, zajrzyj tu, tu i tu), od tego jak rodziłyśmy (naturalnie czy cesarskie cięcie), czy karmimy piersią, czy mlekiem modyfikowanym, czy byłyśmy szyte, jak bardzo wymagające mamy dziecko itp.

Po porodzie schudłam 10 kilogramów (z 80 na 70 – waga wyjściowa: 64 kilogramy) i jak waga stanęła, tak stoi i czasem drgnie kilogram w dół. Ale to wszystko. Mój brzuch wyglądał lepiej 2 tygodnie po porodzie, niż teraz, prawie 3 miesiące. Wszystko to jest zasługą złej diety, a raczej wrzucania w siebie co popadnie, byle by tylko zabić głód. Wiem, że nie tylko ja mam problem z jedzeniem regularnych posiłków po porodzie – prawie każda mama nie ma czasu, żeby stać przy garach w kuchni, jeżeli nie ma kogoś do pomocy. Zwykle ta pomoc wraca z pracy po 16 do domu, ale umówmy się – komu chciałoby się gotować przez godzinę/dwie, skoro może wtedy wziąć prysznic/kąpiel, poczytać książkę czy – jak w moim przypadku – popracować.

Szukałam więc rozwiązania uniwersalnego, niezbyt drogiego, które pomoże mi i być może Wam stanąć na nogi. I wiecie co? Takiego rozwiązania nie ma.

Regularne posiłki

To klucz do sukcesu. Nie 5 posiłków, nie 3, a po prostu regularne jedzenie. Dostarczanie organizmowi paliwa w postaci jedzenia w regularnych dawkach korzystnie wpływa na metabolizm i trawienie. Jednak nie ukrywajmy – kto przy małym dziecku ma na to czas?

Ja mam niewymagające dziecko – czasem płacze, czasem zaśnie tylko na rękach, czasem chce tylko do taty i drze się cały dzień, a czasem chce być tylko u mnie na rękach. Mam to szczęście, że ostatnio w nocy budzi się raz lub dwa na jedzenie, a potem śpi dalej do 7-8 rano, a dodatkowo w dzień ucina sobie 2 drzemki po godzinę i 1 jedną po 2 lub 3 godziny. A jak budzi się z drzemki, to je własną pięść i mam jeszcze dodatkowe 15-20 minut na kawę czy ogarnięcie mieszkania. Dziecko-marzenie, można by rzec. Ale mimo to nie byłam w stanie gotować do pudełek dla siebie i męża, zmywać, odkurzać, zajmować się dzieckiem i pracować (do pracy wróciłam jakieś 2 tygodnie po porodzie). A mam jeszcze do napisania 3 rozdziały magisterki.

Ostatnio (w sumie odkąd przeprowadziłam się do Poznania :D) zrobiłam się strasznie skąpa, więc gdy przyszedł mi do głowy pomysł zamówienia cateringu, wzbraniałam się przez miesiąc. Zwłaszcza gdy zobaczyłam, ile to kosztuje. Ale potem przekalkulowałam, że to mi się bardziej opłaca, niż zamawianie pizzy czy kfc i robienie kilku posiłków dziennie. Nie mówiąc o tym, że to dużo zdrowsza opcja. Postanowiłam więc przetestować kilka cateringów w Poznaniu, żeby sprawdzić, czy w ogóle dam radę jeść to, co dla mnie przygotowali.

Cateringi

powrót do formy po porodzie

Na tapet wzięłam catering BodyChief, TytkaFit, DietBox i LilyOnDiet. Z każdego cateringu zamówiłam po 1 zestawie, którym dzieliliśmy się z mężem. Jeżeli chodzi o smak, to wszystkie cateringi były smaczne – posiłki proste, zdrowe, do odgrzania w mikrofali lub do spożycia na zimno. We wszystkich pudełkach było czuć, że pracownicy dodają do posiłków świeże składniki. Ba, w kilku z nich nawet kasza gryczana mi smakowała, mimo że nigdy za nią nie przepadałam. Wyszło na to, że po prostu nie potrafię jej przyrządzać ;)

Problem pojawił się, gdy postanowiliśmy policzyć, ile będzie nas kosztował catering na cały miesiąc bez weekendów. Nie chciałam zamawiać tańszych diet 1000 kcal i dogotowywać sobie posiłków, bo nie po to zamawiam catering, żeby jeszcze stać przy garach. No i tutaj polegliśmy – zestawy kosztowały około 57 złotych za jeden (!). Przeliczcie sobie, ile to by kosztowało. No tragedia. Dlatego dobrze, że na instastories u @psychopatka3 zobaczyłam kolejny catering, ostatni, który wymieniłam: LilyOnDiet. Zrezygnowała sprawdziłam cenę i pozytywnie się zaskoczyłam – 40 złotych za 1 zestaw (5 posiłków), obojętnie czy 1500 czy 2000 kalorii. Ostatecznie to (plus zestaw próbny) przekonało mnie do tego, by zamówić catering na 2 tygodnie bez weekendów.

Za dwa zestawy zapłaciliśmy 800 złotych. Trochę kręciłam nosem, bo to jednak dla mnie niemałe pieniądze, ale powiem Wam, że z perspektywy czasu naprawdę warto. Nie musiałam się martwić ani o gotowanie, ani o zmywanie (chyba że widelców). Posiłki były smaczne i zdrowe, jednak czasem trochę niedopasowane do mnie – moim zdaniem za dużo tam było węglowodanów, na które mój organizm tak sobie reaguje, przez co szybko robiłam się głodna. Ale wystarczyło dodać swoje warzywa lub 1 jajko do śniadania czy obiadu i problem znikał.

Przez  te 2 tygodnie nie zdarzyło się ani razu, żeby catering nawalił. Zawsze około 4 rano (dostarczają między 2 a 7 rano), kiedy już nakarmiłam małą, wychodziłam na korytarz i zgarniałam torby z pudełkami. Wkładałam je do lodówki i szłam dalej spać. Rano Buc brał to co chciał do pracy, a ja zajmowałam się małą i w każdej chwili mogłam wyciągnąć posiłek, na który miałam ochotę. Umówmy się – nie zawsze jadłam w dobrej kolejności, bo ciężko zjeść gulasz z kaszą, gdy ma się dziecko na rękach. Ale za to łatwo wypić koktajl czy zjeść tortillę. Czasem byłam bardziej głodna, czasem byłam  bardzo najedzona, a kaloryka była ta sama (1500 kcal, z założeniem, że i tak będę podjadać*), ale moim zdaniem wynika to z tego, że czasem skupiali się na kaszy czy ryżu, zamiast na białku. Z drugiej strony nie mam się czemu dziwić – za tę cenę wielkość porcji była naprawdę przyzwoita, a smak potraw naprawdę przewyższał większość tych, które sama robię.

Czy polecam?

Zdecydowanie tak. Jeżeli masz trochę pieniędzy, to warto spróbować. Nie musisz od razu zamawiać cateringu na cały miesiąc – ten tydzień u mnie to jakaś masakra, dwa dni wystarczyły, żebym znowu przestała jeść całymi dniami, więc zamówiłam catering na 3 dni, kiedy będę dopinać ostatnie zlecenia. Jeżeli wiesz, że będziesz miała gorszy okres (np. dziecko ząbkuje czy odreagowuje stres po wizycie u Twoich rodziców lub teściów), to możesz zamówić posiłki na kilka dni.

Garść informacji technicznych

Catering można zamówić najwcześniej z dwudniowym wyprzedzeniem. Wybierasz sobie kalorykę i ilość zestawów, a potem opłacasz zamówienie i czekasz kilka dni, aż kurier przyjedzie pod drzwi. Obecnie trwa promocja (20% zniżki na wszystkie zestawy), która nie wiem, ile potrwa i czy nie podwyższą ceny. Mam nadzieję, że nie, bo to właśnie cena przeważyła u mnie o wyborze tego a nie innego cateringu.

Żeby kurier Was nie budził, podajesz w uwagach kod do klatki (nie wiem, co się dzieje w przypadku starszych bloków, w których nie ma domofonów z kodem). Kurier zostawia Wam jedzenie pod drzwiami w papierowych torbach. U nas nie ma ryzyka, że ktoś by nam buchnął jedzenie (nie tylko my zamawiamy catering i nigdy się to nie zdarzyło), ale jeżeli masz nieżyczliwych sąsiadów, to tutaj taka forma dostawy jedzenia może być kłopotliwa. Nie zdarzyła nam się kradzież zestawów, dlatego nie powiem Wam, jak firmy cateringowe rozwiązują tego typu sytuacje.

Czasem na opakowaniach jest naklejka z informacją, co jesz, ale kilka razy jej zabrakło (chyba 3). Mi to nie przeszkadzało, bo mniej więcej widziałam, co jest w pudełku, ale Buc na to narzekał. Wydaje mi się też, że jak zamawiasz 2 zestawy w to samo miejsce (w sensie do tego samego mieszkania), to naklejają je tylko na 1 zestaw, żeby nie marnować naklejek, ale nie jestem tego pewna.

Nie ma niestety napisane, ile kalorii mają poszczególne posiłki – a szkoda. Nie ma również dostępnego menu na konkretne dni na stronie (jak w BodyChief), ale jeżeli zaobserwujesz LilyOnDiet na instagramie, to tego samego dnia wrzucają zdjęcie z rozpiską z jedzeniem (przydatne, gdy nie ma naklejki z tymi informacjami).

powrót do formy po porodzie

Przez 2 tygodnie nie mogłam się doczekać tej 4 rano, żeby sprawdzić, co nam tym razem przygotowali do jedzenia :) Lubię takie niespodzianki, zwłaszcza że mi nigdy nie wychodziły jakieś czekoladowe musy na kaszy jaglanej czy naleśniki na mące innej niż pszenna. Dlatego teraz, gdy w poprzedni piątek skończył nam się catering, postanowiłam zamówić go ponownie, tym razem na 3 dni, do końca miesiąca. Oprócz tego poważnie rozważam zamówienie pudełek po prostu na cały miesiąc bez weekendów. Nam to się opłaca, bo na zakupy zwykle wydajemy bardzo dużo pieniędzy – w przypadku cateringu koszt wyniósłby jakieś 200 złotych więcej, co w moim odczuciu jest niską ceną za brak upieprzonego zlewu, stosu garów, uciapanej kuchenki i braku czasu na kawę, bo trzeba gotować.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdego na to stać – gotowanie w domu jest tańsze, pewnie, ale jeżeli macie cięższy tydzień, to warto rozważyć zamówienie pudełek chociażby na 2 dni. Jest to zdrowsze niż pizza, cenowo wychodzi podobnie (zależy dla ilu osób zamawiasz catering), a w cenie masz 5 posiłków, a nie jeden. I to 5 zdrowych posiłków, zamiast 1 fast fooda.

 

Powrót do formy po porodzie na pewno będzie dużo łatwiejszy, jeżeli zadbasz o regularność posiłków. Nie musi to być od razu catering – myślę, że gdybym nie pracowała, to ten czas poświęciłabym na gotowanie. Jednak gdy trzeba zajmować się dzieckiem, pisać pracę magisterską, pracować i jeszcze ćwiczyć, to gotowanie + sprzątanie schodzi na dalszy plan. I Buc, mimo że mi pomaga, to jednak po powrocie z pracy siada z dzieckiem, żebym mogła ogarnąć zlecenia. Dziecko idzie spać około 20/21, więc o tej porze oboje jesteśmy tak wyjebani, że tak się wyrażę, że nie ma opcji, żeby ktokolwiek nas zmusił do gotowania. Jeżeli masz jak ja, albo chociaż podobnie, to rozważ jedzenie na dowóz – po prostu, dla własnego komfortu psychicznego :)

* Buc podjada dużo więcej niż ja, dlatego świadomie zdecydował się na 1500 kcal. Ja powinnam jeść około 1600 kcal (bardzo mało się teraz ruszam, ciężko mi ogarnąć treningi), więc zawsze wpadnie dodatkowo jakieś jabłko czy DayUp z Fresha. Dzięki temu mamy mniej-więcej ogarniętą kalorykę i możemy pozwolić sobie na pudełko lodów raz na jakiś czas bez obawy, że przekroczymy zapotrzebowanie na redukcji.

 

Obserwuj mnie na INSTAGRAMIE i na FACEBOOKU. Jeżeli chcesz skomentować, wpisz komentarz w odpowiednie pole i kliknij myszką w pole „zarejestruj” → otworzą Ci się pola name, e-mail, hasło, a niżej okienko do zaznaczenia „wolę pisać jako gość”.