U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Poznańskie targi Fit Expo – moje wrażenia

Pisałam na Facebooku, że wzięłam udział w targach Fit Expo. To była moja pierwsza taka impreza i nie oczekiwałam wiele – wzięłam udział w wydarzeniu głównie dlatego, że Marta z codzienniefit.pl miała prowadzić tam kilka treningów. Poza tym moi znajomi (w sumie prawie rodzina) z Mordex (bardzo polecam ich ciuchy sportowe – ale o tym napiszę osobny post) byli, a widuję ich niestety raz do roku, podczas takiego naszego tradycyjnego wypadu nad jezioro. Pomyślałam więc: czemu nie! Dodatkowo u Nebeskiej na instagramie można było zgarnąć wejściówki. Żyć nie umierać, prawda? Jednak z jakiegoś powodu mam mieszane uczucia co do tej imprezy. Niby za darmo, niby fajnie, ale jakoś tak… Nie wiem, niby niczego nie oczekiwałam a czegoś mi tam zabrakło.

Fit Expo w Poznaniu – czego się można spodziewać

Jak pisałam, cudów nie oczekiwałam. Mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. W piątek nie dotarłam na targi, ponieważ musiałam odebrać książkę z wydawnictwa, a na dodatek miałam sporo pracy. Gdy już skończyłam, targi na ten dzień się skończyły ;) Ale została jeszcze sobota! Myślałam też, że uda mi się kupić nie tylko nowe ciuchy, ale również jakiś fajny sprzęt do ćwiczeń typu porządna mata. No i oczywiście chciałam wziąć udział w przynajmniej jednym treningu Marty :) Dlatego spakowałam na wszelki wypadek swoją starą matę (nie była potrzebna, uff), ciuchy sportowe, wyciągnęłam Buca z domu i ruszyliśmy na targi.

Pojechaliśmy rowerami, bo w końcu jechaliśmy na FIT Expo i aż wstyd byłoby pojechać komunikacją miejską ;) Zaliczyłam więc małą rozgrzewkę przed treningiem. Później weszliśmy na targi, przywitaliśmy się ze znajomymi, pokręciliśmy się trochę i stwierdziłam, że zaraz mi podwędzą kolejne legginsy, więc cofniemy się po gotówkę. I to był błąd. Na zaproszeniu nie doczytałam, że wejście jest jednorazowe :( Po wybraniu gotówki nie można było wejść na teren targów ponownie. Byłam zła na siebie, bo musieliśmy kupić bilety, które… również okazały się jednorazowe! Po doświadczeniach z Pyrkonu, gdzie zawsze mieliśmy wejściówki „wielorazowe”, bo to były po prostu karnety (nawet te na jeden dzień obowiązywały danego dnia, a nie tylko raz…) trudno mi było się przestawić na ten tryb. Zwłaszcza, że w dniu imprezy zapłaciliśmy jakieś 40 złotych za wejście. Fakt, że to przez moje gapiostwo, ale te jednorazowe wejścia i tak mi nie pasują, nic nie poradzę.

Po wydaniu hajsów (będę jeść gruz do końca miesiąca, polecam!) przyszedł czas na pokręcenie się po stoiskach. Cóż… Było wiele świetnych stoisk z ciuchami i naprawdę żałuję, że nie śpię na pieniądzach, bo była np. Nebbia czy Freddy Polska, ale ceny były zaporowe jak dla mnie. Było stoisko Women’s Health, gdzie odbywały się darmowe treningi, no i w pawilonie obok można było zmęczyć się na stepie (nie porwałam się na to, moja koordynacja ruchowa jest tragiczna, a układ był trudny. Wszystkim uczestnikom gratuluję, byliście świetni! Nie wiem, jak Wy to robicie :D), na treningu z gumami, jodze czy na trampolinach. 

Ja wzięłam udział tylko w treningu Marty, która tak mnie przeorała, że bałam się, że kolano mi się znowu odezwie. Ale się nie odezwało, więc jestem cholernie zadowolona, bo w sobotę mam bieg. Żeby nie było – 5 km, bieg od miesięcy opłacony, a poza tym jest to Color Run, na którym się raczej idzie/truchta niż biegnie, z tego co słyszałam ;) Na pewno będę robić marszobieg, żeby sobie nie zrobić krzywdy. W każdym razie uda czuję do teraz, a od soboty minęły 4 dni. Najlepszy był koleś obok, który po tym, jak Marta powiedziała „to powtarzamy serie”, skomentował pod nosem „chyba sobie żartujesz” :D Koleś należał do tych wysportowanych, rozrośniętych w barach, żaden tam szczypior. Myślałam, że padnę :D

fit expo poznań

Sorry za jakość zdjęcia, ale robił je Buc i chyba miałam upaćkany aparat :D

Ok, a wady jakie?

No, takie że w większej mierze widziałam ciuchy sportowe i sprzęt na siłownię. Maty były chyba na dwóch stoiskach, ale takie… hm, dziwne, nie takie normalne. Królowały rollery, legginsy, bluzy, topy, bieżnie, trampoliny, klatki do crossfitu, orbiteki, no wiecie – takie rzeczy typowo na siłkę. A przecież tego nie kupię, co najwyżej mogłam popróbować, bo były np. takie wygięte bieżnie, ale się nie dopchałam do nich. A potem byłam zbyt zmęczona. 

Jedzenie. A raczej jego brak. Były jakieś kanapki, ale cena była z kosmosu, jak to na targach. Do restauracji nawet nie wchodziliśmy, bo w międzyczasie odbywały się inne targi i głupio nam było paradować w sportowych ciuszkach wśród panów w garniakach ;) No i nie ukrywajmy – na pewno było drogo. Jak to na targach.

 

Podsumowując – źle nie było, ale kilka minusów sprawiło, że mam dość mieszane uczucia co do tych targów. Jak na tę cenę ok, ale… Hm, mogliby trochę popracować chociażby nad programem np. treningów, który był dostępny tylko w internecie. Ta ulotka, którą miałam w ręce, promowała tylko wystawców, a szkoda, bo telefon mi prawie padał i nie mogłam z niego tak często korzystać, jak chciałam. Czy wybiorę się za rok? Zależy, na pewno kupiłabym bilety wcześniej (bo tańsze), ale musiałabym sprawdzić, co to za treningi otwarte będą, no i część wystawców. Bo niestety ale reszta jest kompletnie nie dla mnie.

 

Obserwuj mnie na INSTAGRAMIE i na FACEBOOKU. Jeżeli chcesz skomentować, wpisz komentarz w odpowiednie pole i kliknij myszką w pole „zarejestruj” → otworzą Ci się pola name, e-mail, hasło, a niżej okienko do zaznaczenia „wolę pisać jako gość”