U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Przedobrzyłam

Spokojnie – nic nie złamałam :) Nadwyrężyłam tylko, ale chciałam napisać o tym kilka słów. Bo znam dużo uparciuchów, którzy mimo takiej sytuacji postanowiliby poćwiczyć. A czasem warto odpuścić.

W poprzednim wpisie wspominałam o Wrocławiu. Podczas urlopu łącznie zrobiłam około 40 kilometrów, do czego nigdy nie byłam przyzwyczajona – w samym Wrocławiu przeszłam 24. Po powrocie trochę bolało mnie kolano, ale wiadomo: nadwyrężyłam, bo tyle kilosów to za dzieciaka po górach chodziłam. Lata już nie te, trzeba odpocząć, więc to zrobiłam. Jeden dzień. Potem kolejne 7 kilometrów z dużym hakiem, potem trochę więcej niż 8. Doliczyć trzeba też te kilometry, których endomondo nie liczyło (dzięki, gpsie! ;*). No i przedobrzyłam.

Po powrocie z zakupów popracowych poczułam ból w ścięgnie Achillesa. Taki ból, który kiedyś czułam przy bieganiu w kostkach – że zaraz mi coś tam pęknie. Ponieważ moja mama miała to ścięgno zerwane, przestraszyłam się (gips do biodra? Podziękuję, nic fajnego), ale wiecie, zawsze mogłam źle stanąć czy coś, w końcu nie bolało mnie cały dzień. Chciałam zrobić trening. I wiecie co? Tym razem jestem wdzięczna mojemu lenistwu.

Lenistwo mogło uratować mi tyłek, ale nie musiało. Tak naprawdę nie wiem, co by się stało, gdybym zrobiła dzisiaj trening na nogi. Albo zaczęła skakać, bo czasami lubię skakać bez celu po mieszkaniu (każdy ma jakieś dziwactwa ;) ). W każdym razie wzięłam prysznic i samo stanie mniej niż 15 minut w jednym miejscu spowodowało, że gdy zrobię dwa kroki, ścięgno znowu boli. I to mocniej, niż te kilka godzin temu. Chuj bombki strzelił mój plan na końcówkę miesiąca (no, może chociaż na same ręce coś wykombinuję, siedząc na krześle, bo stania z ciężarami wolę nie praktykować, cholera wie, co mi siedzi w tej nodze) i treningi muszę odpuścić chociaż na kilka dni. A na pewno spacery dłuższe niż z tramwaju do pracy i z tramwaju do domu.

Moja prośba do Was? Nie katujcie się treningami. Jest zimno, Wam się nie chce, to wrzućcie na luz. A jeżeli coś pobolewa, to słuchajcie organizmu i odpuśćcie. Ciało lepiej zna wasze potrzeby, uwierzcie. Ból, nawet lekki, to sygnał, że coś jest nie tak. Nie powinno się ich ignorować. Ja po części to zrobiłam, ale traf chciał, że nadal jestem leniwym ziemniakiem, który uwielbia siedzieć pod kołdrą z kubkiem gorącego kakao w ręku. Mam szczęście w nieszczęściu ;)