U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Zmieniamy nawyki żywieniowe #1 – stabilizacja

Uff. To był ciężki tydzień. Trochę stresów na głowie było. Zmiana nawyków żywieniowych to jednak nie taka prosta sprawa, co nie? Mimo że wierzy się, że niby te najgorsze chwile są już za nami. Na dodatek mała porcja kalorii, którą ostatnio dostarczałam organizmowi sprawiła, że totalnie opuściłam treningi i tylko w sobotę zrobiłam cardio. Zawroty głowy, ogólne osłabienie i totalne zmęczenie – no niestety, ale tak to bywa, gdy chcemy dobrze. Wtedy wychodzi jak zwykle ;) Dlatego wróciłam do monitorowania moich kalorii – nie dlatego, że łatwiej było mi z nimi schudnąć, ale dlatego, że prawie codziennie muszę dobijać kcal orzechami, żebym zjadła powyżej 1500. Masakra – nie mam pojęcia, co się stało, ale nie mam zamiaru znowu przeżywać tego, co w zeszłym tygodniu. Muszę się wziąć w garść, ale ostatnio kompletnie nie wchodzą mi węgle. Ryż, makaron – blah. A warzywa to jednak znikoma ilość. O kaszy nie wspomnę nawet – pisałam na fejsie, jak to się skończyło.

screenshot_1

To tak słowem wstępu. A teraz przechodzimy do części właściwej wpisu, czyli podsumowanie pierwszego posta z cyklu zmiana nawyków żywieniowych :) Kto nie wie, o co chodzi, niech prędko zajrzy tutaj: klik klik. Dziewczyny – udało wam się? :) Mi tak, chociaż łatwo nie było. Czasem w pracy o godzinie 14 łapałam się na tym, że wypiłam tylko pół litra wody. Wtedy już do tej 16 piłam łącznie litr, a resztę nadrabiałam po drodze do domu małymi łykami, no i w domu. Udało mi się wypijać 2 litry dziennie, czasem nawet więcej. Dzięki temu znowu przed okresem nie czuję się jak balon. Wiadomo, wody nabrałam (ej, aż 3 kilo. Ale na szczęście już powoli wraca wszystko do normy, ale widok 66 kilogramów na wadze mnie przeraził. Dopiero potem spojrzałam na opakowanie tabletek i palnęłam się w czoło. Widzicie? Waga ma małe znaczenie przy odchudzaniu ;) Zwłaszcza u nas, kobiet – w konkretnym momencie cyklu możemy ważyć naprawdę sporo więcej!), ale już jest lepiej.

Moja skrzynka jest pusta, ale zakładam, że wszystkim osobom, które postanowiły pić więcej wody, się udało :) To już pierwszy krok za nami! Teraz czas na utrwalenie tych nawyków. Wiecie, tak naprawdę musimy się ciągle pilnować, dopóki nie wejdzie nam to w krew. Tak jak papieros do kawy czy coś w tym stylu. Ja już od jakiegoś czasu zamiast po papierosa rano sięgam po butelkę z wodą. Na fajkę czas przychodzi później, ale i z niej będę niedługo rezygnować. Ale wszystko po kolei ;) Przecież nie chcę robić wszystkiego naraz, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

Zaczęło się jak zwykle – pełno emocji i ten głosik w głowie, który mówi „dasz radę!”. W środę jak zwykle było małe załamanie, ale dałam radę. Zawzięłam się i znowu odruchowo piję w pracy tyle, ile powinnam. Czyli około półtora litra razem z porannym piciem. A jak tam u was? Mi pomogło myślenie, że im więcej piję, tym mniej problemów podczas następnych dni będę miała. I wiecie co, to myślenie chyba mi najbardziej pomogło. No i fakt, że po nowym roku mam nadzieję udać się znowu na analizę składu ciała (pisałam o tym tu: klik klik). Teraz zwyczajnie nie mam na to czasu, a chciałabym jednak zrobić to na czczo, czyli tak, jak być powinno. Do końca roku chcę też oddać krew, ale myślę, że raczej uda mi się po świętach. Chyba że w piątek dostanę urlop – zobaczymy. Ponieważ dwa razy próbowano mi pobrać krew i ani razu się nie udało, to muszę teraz regularnie się nawadniać, żeby tym razem wszystko poszło jak po maśle. Powinnam nawet pić więcej, niż teraz. Coś mi ta krew nie chce lecieć i powiem wam, że to naprawdę dołujące. Jak się w końcu przełamałam, to nie dają rady mi jej pobrać. Oszaleć można z tym organizmem :D

A co u was w ten piękny koniec poniedziałku? Piliście tę wodę, czy nie? Przyznać mi się tutaj zaraz! :D

 

Jeżeli chcesz skomentować post, ale nie chcesz tworzyć konta na Disqus, napisz komentarz i kliknij w „zarejestruj” – będziesz miała możliwość zaznaczenia okienka „wolę pisać jako gość” :)

Obserwuj mnie na instagramie lub facebooku, żeby być na bieżąco.