U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Zmieniamy nawyki żywieniowe #2 – stabilizacja

Hej! Wiem, że już wtorek, a posty z cyklu zmiana nawyków u Rudej miały pojawiać się w poniedziałki, jednak zmogła mnie noworoczna choroba. 1 stycznia wyjątkowo nie dopadł mnie kac, a grypa żołądkowa :( Dlatego nie wiem, czy dobrze nazwałam notkę, ale mam nadzieję, że dla Was to będzie stabilizacja :) Dla mnie za to dopiero początek czytania składów, bo wiadomo – święta plus choroba w nowy rok nie sprzyjają jedzeniu w ogóle. Serio, jeżeli ktoś ma głupi pomysł, żeby schudnąć 3 kilo w 3 dni, polecam grypę żołądkową…

Ja od niedzieli nic nie jem. Wczoraj weszła miska rosołu i ogórek świeży, dzisiaj rosół i fast food. Wiem, że nie powinnam, w końcu to syf i ta dalej, ale schudłam już 3 kilogramy i uwierzcie, że waga to ostatnie, o czym teraz myślę. Nigdy w swoim życiu nie wymiotowałam tak, jak w niedzielę. Nigdy też tak nie bolały mnie plecy i brzuch. W ciągu 3 miesięcy na grypę chorowałam już 4 razy i naprawdę jestem tym wszystkim zmęczona. Jestem zmęczona odsyłaniem do lekarza, brakiem interpretacji wyników, bo muszę być zdrowa żeby dobrze mnie zdiagnozować. Mam chociaż skierowanie do gastrologa, ale w pakiecie z opieprzeniem, że nie pojechałam na SOR w niedzielę. Cóż, człowiek uczy się na błędach – gdybym przemogła swój strach przed szpitalem, dzisiaj pewnie wszystko bym wiedziała. Albo jutro. Mam za swoje ;)

W każdym razie u mnie większość poświątecznych smakołyków się zmarnowała. Mięso poleciało do zamrażalnika, a część rzeczy musiała wylądować w koszu, bo naprawdę nie miałam ochoty nic jeść. A sushi teraz u mnie wywołuje odruch wymiotny, podobnie jak fajki. Chociaż tyle dobrego ;) Duży minus za odwodnienie. I to spore. Ale skoro skończyły się wymioty wodą (nie polecam! Dbajcie o zdrowie, to nic przyjemnego tak chorować), to mogę znowu się nawadniać w spokoju i bez stresu.

zmiana nawyków u rudej

Udało wam się czytać składy i wyeliminować chociaż syrop glukozowo-fruktozowy z produktów, które jecie? U mnie lipa, ale nie poddam się. Czuję się nieco lepiej – Buc (tak, to M., ale zażyczył sobie, żeby nazywać go Bucem, to nazywam :P) za to się pochorował. Dobrze, że Tesco dowozi jedzenie do domu <3 Dla mnie więc ten tydzień stabilizacji jest tygodniem rozpoczęcia wszystkiego od nowa :) Chociaż jak tak patrzę, to nie kupuję prawie w ogóle produktów, które miałyby skład dłuższy niż trzy-cztery składniki… Sama się zdziwiłam. Głównie to warzywa, owoce, na chleb uważam, na szynkę też, kurak nie ma składu (i dobrze, nie chcę wiedzieć, co on tam ma w sobie)… Jak żyć :D Chyba porobię zdjęcia i porównam, żeby mieć pewność, że się nie mylę. Może to mnie zmotywuje do przerzucenia zdjęć z telefonu i uporządkowanie go, bo nie mam przez nie pamięci. Eh, te selfie :D

Do moich postanowień noworocznych dodaję jeszcze jedno, na które kiedyś każdy mój znajomy by zareagował śmiechem (a to tylko świadczy o tym, jaka byłam kiedyś) – mianowicie ponieważ lekarze odsyłają mnie z kwitkiem i kręcą nosem, postanowiłam wyeliminować alkohol, który może źle wpływać na trzustkę i wątrobę, które oczyszczają organizm również z żelaza, którego mam w nadmiarze. I tak piję mniej, niż kiedyś, ale chyba trzeba zacząć działać na własną rękę, żeby nie siadł mi całkowicie układ pokarmowy. Bo od tego tylko krok do pobytu w szpitalu. Br.

Przeczytajcie pozostałe części tego cyklu :)

Jeżeli chcesz skomentować jako gość, to wpisz komentarz, kliknij „zarejestruj” i zaznacz opcję „wolę pisać nako gość”! :)