U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Zmieniamy nawyki żywieniowe #2

Czas na kolejny post z cyklu zmiana nawyków żywieniowych. Nie mogłam się go doczekać, a wy? :) W kupie raźniej – to powiedzenie naprawdę się sprawdza. Na czym więc teraz się skupię? W poprzednim tygodniu systematyzowaliśmy picie wody (klik klik), a teraz?

Czytamy etykiety. Tak, dokładnie – czytamy etykiety wszystkich produktów, które wrzucamy do koszyka. Nawet keczupu, jeśli korzystacie z niego codziennie (swoją drogą wiecie, że trafiłam na keczup z cukrem i z syropem glukozowo-fruktozowym? Jakiś czas temu, ale zdziwienie trzyma mnie do dzisiaj :D Szkoda, że nie pamiętam firmy.). Czytanie składu jest bardzo ważne, ponieważ producent ma obowiązek informować nas, z czego dokładnie powstaje jego produkt. Niestety, ale mało kto czyta składy (chociaż z roku na rok nas przybywa!) i przez to nie wie, że spożywa cukier w co drugim produkcie, który wrzuca do koszyka. I później dziwi się, że nie może schudnąć, mimo że przestał słodzić.

Czytanie etykiet to absolutna podstawa zmiany naszych nawyków. W końcu chcemy być zdrowe, a nie tylko szczupłe. Nie chcemy mieć otłuszczonych organów, które za chwilę przestaną działać. Chcemy być fit na zewnątrz i w środku, a do tego potrzebujemy zdrowego paliwa. Oczywiście nie da się żyć w 100% zdrowo. Jeżeli nie z jedzenia, to z powietrza dostarczamy sobie szkodliwych substancji. Dlatego tak ważne jest, żeby je zminimalizować w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie. Od czego jednak zacząć?

Jak czytać etykiety?

Wbrew pozorom to nie jest takie łatwe. Bierzemy do ręki produkt, odwracamy, patrzymy na skład. I co dalej? Oprócz znanych nam nazw widzimy te wszystkie e, be, me, syropy i jakieś magiczne znaczki. Postaram się więc wszystko wam usystematyzować na przykładzie dwóch etykiet.

W skrócie: im krótszy skład, tym lepiej; w składzie nie powinno być syropu glukozowo-fruktozowego; im wyższe miejsce w składzie, tym danego składnika jest więcej (np. woda, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, sól […] oznaczają, że woda, cukier i syrop przeważają w składzie!); nie każda literka E oznacza szkodliwy chemiczny skład!

Jeżeli chodzi o te tajemnicze literki E. Niestety, ale jest ich cholernie dużo, jednak nie każde E jest niezdrowe. Np. likopen (E160d), który jest barwnikiem ekstraktowanym z pomidorów, wcale nie jest zły! Ale jak odróżniać te E od siebie? To proste. Tu masz listę bardzo szkodliwych składników, których powinnaś unikać. Możesz je zapisać lub po prostu pamiętaj, że jeżeli czegoś nie jesteś pewna, to wklep to w google. Nie bój się stać długo przy półce, w końcu tu chodzi o Twoje zdrowie!

Co uzyskamy, czytając składy? Pewność, że płacimy za coś, co chcemy zjeść. Czasem soki owocowe mają więcej białego cukru, niż faktycznych owoców. Chleby również zawierają cukier. Syropy/batony malinowe potrafią zawierać tylko 2% malin. Woda smakowa – nawet nie chcę wspominać. Moja rada: jeżeli wybierasz już jakiś produkt, to wybieraj jak najmniejsze zło. Np. jeżeli chcesz kupić jogurt pitny, to kupuj taki, który zawiera ten cukier (chociaż są takie, które go nie mają – ale mają słodziki) ale nie dodaje się do niego słodzików i syropu glukozowo-fruktozowego. Niech już będzie ten cukier, nie zaszkodzi aż tak, jak w połączeniu z syropem, słodzikiem i czymśtam jeszcze. Zdaj się na intuicję. Lepszy cukier, niż cukier, syrop i słodzik.

Podsumowując:

1. Czytamy składy wszystkich produktów, które te składy mają. Tak, chleba tez. Keczupu też. I nie martwcie się, bo majonezu bez cukru jeszcze nie znalazłam, ale zawsze możecie go zrobić samemu ;)

2. Wybieraj mniejsze zło! Czyli nie wpadajmy w paranoję, nie da się żyć w 100% zdrowo. Wybieraj zdrowsze wersje produktów, po prostu.

3. Stawiaj na własnoręcznie robione produkty, np. keczup czy majonez, jeżeli jesz je często. Jeżeli raz na jakiś czas dodajesz je do potraw, to odpuść i kupuj te, które ci smakują.

4. Wyrzucamy z koszyka te produkty, które kupowaliśmy do tej pory, ale mają sam syf w składzie. Szukamy ich zamienników!

Mam nadzieję, że dacie radę :) Ja ostatnio zaniedbałam czytanie składów, ale to dlatego, że kupuję już wcześniej wypróbowane, przeskanowane produkty. Ale zdarzy mi się wziąć jakiś syf do koszyka i potem w domu łapię się za głowę. To co, jesteście ze mną? :)