U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Zmieniamy nawyki żywieniowe #3 – stabilizacja

Hej! Dzisiejszy post z serii jak zmienić nawyki żywieniowe wpada z poślizgiem, ponieważ mam ostatnio sporo na głowie. Weekend i dzisiejszy dzień spędziłam na ogarnianiu domu, nowego kota na tymczasie, a także na nauce. W następny weekend mam sesję, a ponieważ za powtarzanie przedmiotu (i za wrzesień) musiałabym płacić, to czas się przyłożyć do nauki ;) Ale w końcu znalazłam trochę czasu i mogę podsumować wyzwanie tygodnia, którym było niejedzenie fast foodów. Udało się wam?

Inne wpisy z tej kategorii:

Zmieniamy nawyki żywieniowe #1

Zmieniamy nawyki żywieniowe #1 – stabilizacja

Zmieniamy nawyki żywieniowe #2

Zmieniamy nawyki żywieniowe #2 – stabilizacja

Zmieniamy nawyki żywieniowe #3

Jak (zdrowo) schudnąć 10 kilogramów

 

 

Bo mi nie ;) Złamałam się i żałuję tego, zwłaszcza że tym razem nie była to ochota na niezdrowe jedzenie, a po prostu czyste lenistwo. Co innego gdybym np. przypaliła obiad, a w lodówce by były pustki – nie, po prostu mi się nie chciało. No cóż, nikt nie mówił, że mamy być idealni, prawda? Po to jest ten tydzień stabilizacji, żeby spojrzeć na to wszystko z dystansem i poprawić swoje błędy, o ile uważamy takie małe załamania za błędy. Obiecuję poprawę! :)

Myślałam nad tym, żeby zrobić jakąś tabelkę, w której można by odhaczać dni bez różnych szkodliwych dla nas rzeczy. Nie wiem czy tak jak mi odhaczanie sprawia taką przyjemność, ale może ktoś byłby chętny na coś podobnego? Ponoć wspólne cele lepiej motywują, a te odhaczane to w ogóle dają niezłego kopa. Nie powiem, aż mnie ciary przeszły. Mój kalendarz to jedna wielka tabelka z miejscami na odhaczanie kolejnych zrobionych rzeczy i spełnionych małych celów. Co wy na to?

Fundacja Koci Pazur

Teo pozdrawia!

Plan na ten tydzień? Na pewno trzymać się posiłków, które już ustaliłam. Właśnie wróciliśmy z zakupów i do czwartku mam zaplanowane śniadania, obiady, kolacje, a także II śniadanie i lunch do pracy. I mam nadzieję, że tym razem pokonam swojego lenia nie tylko w kwestii treningów, ale również w kwestii gotowania.

W ogóle wróciłam dzisiaj od lekarza. Po dwóch latach moja wątroba zmniejszyła się o całe dwa centymetry, jednak nadal jest powiększona. Ba, nawet zaokrąglona w dolnej części prawego płata. Byłam też na badaniach krwi, a jutro po 16 czeka mnie wizyta u endokrynologa. Jak widzicie, sporo tego, ale to po prostu kwestia mojego zaniedbania. Gdybym wcześniej nie porzuciła tematu piasku w nerkach, powiększonej wątroby i złego samopoczucia, teraz nie musiałabym się tłuc po lekarzach i wydawać fortuny w momencie, w którym nie mam zbyt wielu oszczędności. Dlatego proszę was – nie zaniedbujcie kwestii zdrowia. Jeżeli już coś robicie, to doprowadźcie sprawę do końca. Bo potem robią się tylko niepotrzebne problemy i wydaje się kasę. Również niepotrzebnie.

Ja jednak czuję się lepiej, pewnie dlatego, że moje sposoby na podniesienie odporności działają. Nie jestem już aż tak zmęczona, chociaż miewam kryzysy z tym związane, a włosy nadal mi lecą, jednak mam w końcu nadzieję na doprowadzenie tego wszystkiego do końca. Od 1 stycznia nie złapałam też żadnej infekcji (no, w sumie od 7, bo do tego dnia trwała moja grypa), co uważam za ogromny sukces. Stosuję jak na razie te sposoby i się sprawdzają – sprawdź, może i u ciebie zadziałają, jeśli często łapiesz jakieś choróbska :)

Co do kota, to mamy nadzieję zatrzymać go na stałe, ale jak zwykle u nas ostatnie zdanie ma Sir Kot. To ten szary grubas ;)

Jak zmienić nawyki żywieniowe