U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Zmieniamy nawyki żywieniowe #3

Przed nami kolejny poniedziałek – przyszedł więc czas na następny post z serii zmieniamy nawyki żywieniowe :) Poprzednie posty z tej serii znajdziecie poniżej :)

Inne wpisy z tej kategorii:

Zmieniamy nawyki żywieniowe #1

Zmieniamy nawyki żywieniowe #1 – stabilizacja

Zmieniamy nawyki żywieniowe #2

Zmieniamy nawyki żywieniowe #2 – stabilizacja

 Zmiana nawyków żywieniowych nie przychodzi łatwo, sama dobrze to wiem.  Jednak niektóre nawyki musimy zmienić, jeżeli chcemy być po prostu zdrowi. Bycie fit nie polega na świetnej, wysportowanej sylwetce, a właśnie na byciu zdrowym. Fit to po prostu świadomość tego, co jest dla nas dobre, a co nie. Fit sylwetka przyjdzie do nas z czasem – uwierzcie. Nie ma co iść na skróty, bo możemy sobie tylko zaszkodzić.

Czas więc na kolejne wyzwanie. Będzie nim… rezygnacja z fast foodów. Nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko Pizzy Hut, cheesom z Maca czy kurczakom z KFC. Ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że niewinny cheat meale raz w tygodniu mogą sprawić, że ograniczymy się tylko do spożycia gotowego fast foodu, a to nie jest dobre. Również mam problem z fast foodami, dlatego chciałabym, żebyście razem ze mną przez następne dwa tygodnie w ogóle ich nie tknęli :) Mam nadzieję, że nam się uda!

Krok pierwszy – jedzenie na mieście. Zdarzają się sytuacje, w których jesteśmy głodni, a do domu wrócimy za kilka godzin. Najlepszym wyjściem w takiej sytuacji jest zjedzenie na mieście, ale po co sięgać po McDonald’sa, skoro możemy zjeść gdzie indziej? Idźmy do baru szybkiej obsługi i weźmy jakieś mięso – kurczaka, rybę, nawet stek. Do tego jakieś warzywa. Na pewno wyjdziemy na tym lepiej, niż gdybyśmy wsunęli dwa cheesy, małe frytki i colę. Obowiązkowo zero, bo chcemy być fit :D

Krok drugi – planowanie posiłków. To ważny punkt. Sama niejednokrotnie nie miałam nic w lodówce, na co bym miała ochotę, więc zamawiałam KFC. Wolałabym coś innego, ale KFC dowozi do mnie w 30 minut lub mniej, a na inne dania zazwyczaj musiałam czekać od godziny do nawet dwóch. Dlatego tak ważne jest to, żebyśmy zaplanowali wszystkie posiłki na kilka dni – jeżeli macie dużą lodówkę, to nawet na tydzień. Ja mam lodówkę podblatową, która jest malutka, ale z powodzeniem daję radę zrobić zakupy na 4 dni do przodu :) Gdy zaplanujemy posiłki na kilka dni, spokojnie będziemy mogli je wymieniać – jeżeli dzisiaj nie chcemy jeść kurczaka, zjedzmy go jutro. Zamieńmy obiad z dzisiaj z tym jutrzejszym i po problemie.

Krok trzeci – jeżeli chcemy sobie zrobić cheata, zróbmy go w domu! Własne bułki do hamburgerów, mięso mielone, warzywa i ser – i mamy własnoręcznie zrobionego cheesburgera, który nie tylko będzie zdrowszy od tego z Maca, ale gwarantuję wam, że będzie smaczniejszy :) Przepis na takiego hamburgera macie tutaj.

Krok czwarty – powinęła ci się noga? No trudno, zdarza się. Zjadłaś coś niezdrowego i tyle, jutro tego nie zrobisz. Nie zrażaj się niepowodzeniem! Nie od razu Rzym zbudowano :) Po to daję nam dwa tygodnie, żebyśmy miały szansę się ustabilizować w postanowieniu. Nie chcę, żeby to był kilkudniowy zryw, a nawyk, który wejdzie nam w życie. Musimy więc mieć świadomość tego, że jak nam się nie uda, to świat się nie zawali, a nasza dieta wcale nie pójdzie na marne. Nie schudłaś od jednego posiłku i nie przytyjesz od jednego fast fooda :) Wszystko ze spokojem! Wiecie, ja na początku zaczynałam od ograniczenia fast foodów i jadłam je raz w tygodniu. A raczej się starałam. Potrafiłam je jeść co dwa dni! Masakra, co nie? Ale w końcu mi się udało, więc wam też się uda. Nie ma, że nie, ja w was wierzę :)

 

I jak, jesteście ze mną? :) A może ten problem już was kompletnie nie dotyczy? Dajcie znać!