U Rudej - fitnessowo-lifestylowy blog

Jak zmieniłam moje nawyki żywieniowe?

Ja wiem, że łatwo się mówi „zmień nawyki żywieniowe”, „schudnij” czy „weź się za siebie”. Zawsze łatwo się mówi albo pisze zza ekranu laptopa, siedząc sobie pod kocykiem i żłopiąc gorące kakao. O wiele trudniej się robi i naprawdę rozumiem, że czasami nie jesteśmy w stanie spełnić obietnicy, którą sobie daliśmy. I bardzo często, pomimo szczerych chęci, nie udaje nam się przeć do przodu. Zamiast tego cofamy się o kilka kroków.

Dlaczego tak się dzieje?

Najczęściej chcemy czegoś teraz, zaraz, natychmiast. To normalne – każdy by chciał świetną figurę, wysportowane ciało i piątkę z matmy maksymalnie następnego dnia. Niestety, świat jednak tak nie działa i przykro mi, że muszę kogoś rozczarować. Nic nie przychodzi łatwo (czasem nawet nie udaje się kichnąć i przeżywasz mały kryzys – wiem z autopsji), dlatego warto sobie coś uświadomić: śpiesz się powoli. Brzmi nie dość, że niedorzecznie, to jeszcze oklepanie, prawda?. Ale coś w tym jest.

Nie założyłam bloga od razu, podobnie jak nie schudłam 12 kilogramów w miesiąc. To była długa droga, z którą przede wszystkim wiązała się zmiana moich nawyków żywieniowych. Dzisiejszy wpis będzie właśnie o tym.

1. Woda – to absolutna podstawa. Żadne słodkie napoje, żadna coca-cola czy Tymbarki. Zwykła, niegazowana woda to coś, czego potrzebujesz już na początku. Zacznij od kupienia sobie fajnej butelki, bidonu czy kubka :) To naprawdę pomaga – gdy mamy coś nowego i ładnego, chętniej po to sięgamy. Wodę pij małymi łykami w ciągu dnia i ani się obejrzysz, a będziesz wypijać te półtora litra czy dwa litry dziennie ;)

2. Pięć posiłków dziennie – albo tyle, ile ci pasuje. Dopasuj ilość posiłków do swojego rytmu dnia. U mnie pięć wpasowało się idealnie. Jem śniadanie w domu, drugie śniadanie i lunch w pracy, obiad i kolację w domu. Wszystko to jest idealnie rozłożone na odpowiednie porcje (czyli takie, po których czuję się syta, ale nie przejedzona) i dzięki temu nie chodzę głodna. Pamiętaj – żeby być zdrowym i schudnąć trzeba jeść! Ale jeżeli nie chcesz, to zmniejsz ilość posiłków. Nie katuj się siedzeniem non stop w kuchni, jeżeli tego nie lubisz.Wolisz jeść trzy? To jedz trzy!

3. Regularność – no, z tym to nie przesadzajmy, ale jednak wprowadziłam jakiśtam ruch w swoje życie. To jest ten nawyk, który nadal mi nie wychodzi, ale człowiek przecież pracuje nad sobą całe życie. Bardzo pomaga mi w tym planowanie.

4. Akceptacja siebie – z tym również mam problem jak na razie i wciąż wcielam ten punkt w swoje życie. Jestem w połowie drogi i muszę przyznać, że ostatnio mam tyle obowiązków, że nie mam siły myśleć o swoim wyglądzie krytycznie ;)

5. Czytanie składu produktów – to już opanowałam. I się naprawdę zdziwiłam przy niektórych. Musiałam kompletnie zmienić swój jadłospis, bo co z tego, że nie miałam problemów z jedzeniem słodyczy, skoro cukier był nie tylko w majonezie, ale w głupim fit jogurcie? I to na drugim miejscu. Czytajcie składy :) Grosz do grosza i tak potrafią pojawić się zbędne kilogramy.

6. Mniej fastfoodów – z tym było ciężko, ale mi się udało. Raz w tygodniu i koniec. Miałam strasznie wiele potknięć, zwłaszcza po imprezach (teraz również je mam, ale rzadziej), ale w końcu się udało. Nadal nad tym pracuję, jednak nie wpierdzielam już KFC trzy razy w tygodniu.

7. Nie chodź głodna na zakupy – z tym czasami mi nie wyjdzie, bo muszę po coś od razu polecieć do pracy, jednak wtedy staram się trzymać listy. W drodze powrotnej wolę zapalić niż zjeść batonika i zawsze się zastanawiam: czy serio on mi jest potrzebny? Przecież i tak zjem go po obiedzie. I często dochodzę do wniosku, że kupowanie go jest bez sensu :)

8. Kiedy możesz – spaceruj. Nawet jak piździ złem ale nie pada to wolę przejść się te dwa przystanki do Biedry. Według endomondo przechodzę wtedy około 2 kilometrów. Super, zawsze to 2 kilometry ruchu więcej! Nikt nie każde ci biegać czy wracać z ciężkimi siatami, ale zawsze można wysiąść przystanek przed domem i podejść kawałek. No, chyba że pada – nie polecam, tylko się przeziębisz. Pro tip – parasole również przemakają, o czym się zdążyłam przekonać.

Ostatnio trochę myślałam i doszłam do wniosku, że trzy posty w tygodniu to jednak za dużo. Obecnie prawie w ogóle nie mam czasu wolnego, bo w tygodniu pracuję i trenuję, a także piszę bloga, chodzę po zakupy, sprzątam, opiekuję się kotem itp., a w weekendy chodzę na studia. Do grudnia nie mam żadnego weekendu wolnego. Postanowiłam więc, że wpisy będą pojawiać się w poniedziałki i piątki. Lubię poniedziałkowy cykl, a lifestylowe piątki dają mi okazję, żeby pokazać się wam od trochę innej strony. Posty będę wrzucać z różnych kategorii bez planu teraz to a potem to, bo nie chcę, żeby część z nich była pisana na siłę. Dzisiaj miał się pojawić post o radzeniu sobie z krytyką, ale naprawdę szedł mi jak krew z nosa. Bez sensu :)

A wy jakie nawyki zmieniliście? U mnie tym 8 głównym towarzyszy masa malutkich, ale to są moje największe osiągnięcia :)